Komu potrzebny jest ginekolog, czyli co mogą kobiety w radzie miasta

Była debata – i to niejedna – kandydatów na prezydenta, o swoich programach mówili też kandydaci na radnych. A w poniedziałkowy wieczór o swoim pomyśle na pracę dla Poznania opowiadały kandydatki do samorządu.

W spotkaniu wzięło udział sześć kandydatek na poznańskie radne: Joanna Frankiewicz startująca z listy komitetu Jarosława Pucka “Dobro Miasta”, Arleta Matuszewska z komitetu Od Nowa Inicjatywy Społecznej Wojciecha Bratkowskiego, Anna Wachowska-Kucharska z Lewicy, Dominika Król z Platformy Obywatelskiej, Aleksandra Sołtysiak-Łuczak z Prawa do Miasta i Lidia Dudziak z Prawa i Sprawiedliwości. Trzy z nich: J. Frankiewicz, D. Król i L. Dudziak są obecnymi radnymi, pozostałe panie w radzie miasta nie zasiadają, ale doświadczenie samorządowe mają pokaźne: A.Matuszewska jest przewodniczącą RO Strzeszyn, A. Sołtysiak-Łuczak – RO Jeżyce, a A. Wachowska-Kucharska – przewodniczącą zarządu RO Naramowice.

Przy tych dokonaniach wszystkich kandydatek pierwsze pytanie Jana Józefowskiego, który prowadził debatę, zabrzmiało dość prowokacyjnie. Zapytał on mianowicie, czy nie czują się spychane na margines, sprowadzane do roli satelitek polityków płci męskiej. Joanna Frankiewicz, która odpowiadała jako pierwsza, zdecydowanie nie ma z tym problemu.
– Jeśli ktoś chce na mnie zagłosować, to nie dlatego, że jestem kobietą, ale że coś sobą reprezentuję – powiedziała kandydatka komitetu Jarosława Pucka. – Ja jestem przeciwna parytetowi w wyborach, bo to uwłacza kobietom, udowadnia na siłę brak równouprawnienia.

Problemów z rywalizacją z mężczyznami nie ma także Arleta Matuszewska, która krótko stwierdziła, że czuje się równorzędnym partnerem i jest merytorycznie dobrze przygotowana. Nie jest to także kłopot Lewicy zdaniem Anny Wachowskiej-Kucharskiej.
– Trudno czuć się satelitką tam, gdzie kobiety są jedynkami na listach, a tak u nas jest – powiedziała.

Zdaniem Dominiki Król obecność kobiet w samorządach jest bardzo ważna, a parytet jest potrzebny.
– Kobiety muszą w nich działać choćby dlatego, że połowa ludzkości to przecież kobiety. Mają swoje potrzeby, które powinny być realizowane. A nie mogą być, jeśli kobiet w samorządach jest za mało – wyjaśniła.
Satelitką nie czuje się także Aleksandra Sołtysiak- Łuczak.
– Jak mogłabym, skoro mam kandydatkę na prezydentkę? – śmieje się. – Ale uważam, że parytet jest potrzebny. Minęło dopiero 100 lat od uzyskania przez kobiety praw wyborczych i jeszcze nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
Natomiast Lidii Dudziak parytet jest, jak powiedziała, niepotrzebny.
– Jestem trzecią kadencję w radzie, walczyłam z facetami i z nimi wygrałam – zaznaczyła.

Kolejne pytanie dotyczyło przemocy wobec kobiet i tego, jak sobie radzić z tym zjawiskiem. Ale już samo to pojęcie wzbudziło gorącą dyskusję wśród pań. Joanna Frankiewicz uznała, że woli określenie “przemoc w rodzinie”, ponieważ kobiety także dopuszczają się przemocy wobec mężczyzn. I tak jak przemoc wobec kobiet przestaje być przedmiotem tabu, to o tym drugim rodzaju, czyli przemocy wobec mężczyzn, nadal się nie mówi.
– 95 procent to przemoc mężczyzn wobec kobiet, ale to prawda, całe 5 procent to sytuacje, kiedy kobieta jest napastnikiem – skomentowała sarkastycznie Aleksandra Sołtysiak-Łuczak. – I o jakich rozwiązaniach mówimy, skoro mamy w Poznaniu tylko jedno centrum kryzysowe, które nie daje rady? Często kobieta potrzebująca pomocy staje pod drzwiami, nawet bez przysłowiowej szczoteczki do zębów, a tam nie ma miejsc. Samorząd musi znaleźć pieniądze na rozbudowę. I jeszcze środki na walkę z przemocą ekonomiczną, bo problemem są też dłużnicy alimentacyjni. Obecnie dług wynosi 109 mln! Dlatego w Poznaniu powinien powstać urząd pełnomocnika do spraw alimentacyjnych, który będzie pomagał kobietom w pisaniu wniosków, zbieraniu i składaniu dokumentów, monitorował motywowanie dłużnika do spłaty zadłużenia.

Zdaniem Dominiki Król dobrym narzędziem byłyby lekcje przemocowe – żeby uświadomić kobietom, że nie muszą tego tolerować, i żeby wiedziały, co w takiej sytuacji mogą zrobić.
– Doraźna pomoc tu niewiele da – uznała radna. – Kobieta musi wiedzieć, co robić i mieć pewność, że nie zostanie bez środków do życia.

Anna Wachowska-Kucharska zwróciła z kolei uwagę na to, że pracownicy socjalni, którzy mają się zajmować takimi przypadkami, są źle opłacani, co sprawia, że nikt nie garnie się do tego zawodu i jest ich zbyt mało, by skutecznie pomagać ofiarom przemocy.

Temat wynagrodzeń pracowników socjalnych podchwyciła radna Frankiewicz. Jej zdaniem to wina władz miasta, które dały temu sektorowi tylko symboliczne podwyżki. Uwaga najwyraźniej była wycelowana w radną Dominikę Król z PO, partii dominującej w radzie miasta.
– Zgadzam się, że pracownicy socjalni zarabiają zbyt mało – odpowiedziała ze spokojem radna – ale w końcu trudno w ciągu czterech lat rozwiązać problem, który narastał przez kilkanaście lat…
– Ale co państwo zrobili przez te cztery lata? – drążyła temat radna Frankiewicz.
– A jakie były podwyżki, gdy przy władzy był pani prezydent? Co on zrobił dla pracowników socjalnych? – odbiła piłeczkę radna Król.

Anna Wachowska-Kucharska przerwała tę kłótnię zwracając uwagę, że można skorzystać z doświadczeń naramowickich szkół, gdzie dzięki radzie osiedla i fundacji “Potrafię więcej” odbywają się regularnie warsztaty wyrównywania szans, aktywizujące współpracę dzieci pełnosprawnych i niepełnosprawnych.
– Można pójść tym tropem i uczyć pewnych zachowań, dawać wzorce – proponowała radna z Naramowic.

Potencjalne panie radne musiały też określić, które problemy byłyby dla nich najważniejsze. Dla Anny Wachowskiej-Kucharskiej byłoby to uchwalenie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla całego Poznania, co pozwoliłoby na harmonijny rozwój miasta, zachowanie terenów zielonych, działek pod kulturę i oświatę. Radna chciałaby także zrealizować kompleksowy plan opieki nad osobami starszymi czy niepełnosprawnymi, który odciążałby ich rodziny choćby na kilka godzin dziennie. Problem opieki nad seniorami jest także w sferze szczególnego zainteresowania radnej Król i radnej Dudziak.
– Cieszę się, że państwo tak wnikliwie studiowali nasz slogan komitetu Jarosława Pucka “Dobro Miasta”, my o tym od dawna mówimy – skomentowała opinie koleżanek Joanna Frankiewicz. – Ale szkoda, że teraz koalicja PO woli wydawać pieniądze na gabinet ginekologiczny niż na pomoc seniorom.
– A ja bardzo się dziwię, że dwudziestoczterogodzinnej opieki lekarskiej nie uważa pani za ważną – skontrowała Dominika Król.
– A ja bym apelowała, żebyśmy nie przerzucały się nazwami komitetów, ta debata nie jest transmitowana przez telewizję – zamknęła spór Anna Wachowska-Kucharska.

Dla Arlety Matuszewskiej ważne będzie animowanie życia kulturalnego w dzielnicach peryferyjnych, dla Aleksandry Sołtysiak-Łuczak – powstanie urzędu pełnomocnika do spraw alimentacyjnych, a także przystanków wiedeńskich, które ułatwiłyby życie mniej sprawnym mieszkańcom. Lidia Dudziak zamierza zająć się powstaniem w każdej dzielnicy centrum sportu, by ożywić osiedla, a także budową mieszkań w systemie TBS dla seniorów, bo takich lokali brakuje.

Arleta Matuszewska zwróciła także uwagę na ograniczanie przez radę miasta roli radnych osiedlowych, którzy jej zdaniem na sesjach nie mogą się wypowiadać, a ich opinii nie bierze się pod uwagę. To także chciałaby zmienić będąc radną. Z tą opinią zgodziły się pozostałe radne, jedynie Joanna Frankiewicz rzuciła uwagę, że to wszystko z powodu reformy ustawy samorządowej, której współautorem jest Mariusz Wiśniewski z PO, zastępca prezydenta Poznania, a z której PO jest taka dumna.
– Rady osiedli mają szerokie kompetencje – sprzeciwiła się Anna Wachowska-Kucharska. – Ale inną sprawą jest to, jak nasz głos jest słuchany przez radnych miejskich.
I radna przytoczyła przykład ze zmianami ulic z Naramowic, gdzie to właśnie radna Frankiewicz zignorowała opinię rady osiedla. Radna broniła się mówiąc, że nie tylko radni osiedlowi są reprezentantami mieszkańców, radni miejscy są nimi również.
– Nie posłuchałam, bo żyję tam i mam kontakt z tymi mieszkańcami – powiedziała. – Rada osiedla nie ma na to wyłączności.
– W tej konkretnej sprawie przygotowaliśmy ankietę, którą wypełniło 3 tysiące mieszkańców – odpowiedziała Anna Wachowska-Kucharska. – Nie sądzę, żeby spotkała się pani z 3 tysiącami ludzi z Naramowic…

Aleksandra Sołtysiak-Łuczak zwróciła też uwagę, że obowiązująca obecnie zasada zapisywania się do dyskusji u przewodniczącego rady zanim ona się zacznie, jest absurdalna.
– Przecież nie wiem wtedy, w którym kierunku potoczy się dyskusja i czy mój głos będzie zasadny – tłumaczyła. – Do głosu powinno się zapisywać w ramach poszczególnych wątków.

Swoje pytania mogli zadawać także wyborcy, którzy pojawili się na debacie. Niestety, nie przyszło ich zbyt wielu.

Autor: Lilia Łada

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze