wielbłąd fot. UPP

Koło i juczne zwierzęta. Początki zrównoważonego transportu

Człowiek od zawsze chciał przemieszczać się na większe odległości – siebie, towary, informacje. Z okazji Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu przypomniał początki transportu.

Nie bez powodu ta akurat uczelnia zajęła się historią transportu – zwierzęta przecież w transportowaniu odgrywały bardzo ważną rolę. Ale najpierw wynaleziono koło, dzięki któremu powstały wozy, które można było już zaprzęgać do jucznych zwierząt.

– Zwierzęta wykorzystywane na potrzebę transportu są w pewien sposób wyjątkowe i dlatego zostały nawet zakwalifikowane jako wspólna kategoria zwierząt jucznych – podkreśla zoolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu prof. Piotr Tryjanowski. – To one, nawet dziś, w wielu miejscach świata, nadal stanowią główny, jeśli nie jedyny środek transportu. Radzą sobie zwłaszcza tam, gdzie korzystanie z maszyn jest nieopłacalne ekonomicznie.

Być może będzie to sporym zaskoczeniem, ale zwierząt jucznych jest cała, długa, lista: konie, muły, osły, wielbłądy, a także mniej pod tym względem znane zwierzęta, jak kozy, jaki, renifery, bawoły, lamy, alpaki, a nawet psy.
– Prawda, że sporo? – mówi prof. Tryjanowski. – A pewnie mógłbym wymienić jeszcze kilka. Historia ich wykorzystania sięga tysiące lat przed Chrystusem, bo muła – krzyżówkę konia i osła, szeroko wykorzystywanego w transporcie na Bliskim Wschodzie – znano już 3000 lat p.n.e. Natomiast psy zaprzęgowo-juczne wykorzystywano na Alasce przez ostatnie 9000 lat. W niektórych miejscach, pełnych śniegu i nieprzewidywalnej pogody, do dziś nie zostały zastąpione przez ciężarówki i helikoptery…

Transport zwierzęcy znany był w trakcie prowadzenia wojen. Nie tylko polska husaria czy Mongołowie świetnie opanowali jazdę na końskim grzbiecie, ale powstawały elitarne jednostki wykorzystujące wielbłądy, a nawet słonie. Sięgano po te zwierzęta, które najlepiej sobie radziły w lokalnych warunkach. Były wytrzymałe, silne i przyjaźnie nastawione do człowieka.

Bez wątpienia jednak zwierzęciem najsilniej wpisującym się w nasze skojarzenia związane z transportem jest koń.
– Koń jaki jest każdy widzi – można by odwołać się do znanego przysłowia – zauważa prof. Tryjanowski. – Znacznie jednak mniej osób pamięta, iż transport koński spowodował nie lada problem w dziejach rozwoju miast. W końcu XIX wieku gazety przepowiadały śmierć Londynu tonącego w końskich odchodach. Schyłek ery konia na Zachodzie dokonał się nie w sielskim krajobrazie wsi, a w miastach właśnie. Konie zużywały ogromne zasoby wody i paszy, produkowały wszechobecny nawóz leżący na ulicach, a także powstały problemy z utylizacją padłych zwierząt. Załamywano ręce, wyrywano włosy z głowy zarządców miast, a ówcześni przyrodnicy wróżyli katastrofę. Na szczęście w miejsce koni pojawiły się maszyny parowe i samochody. Dzisiaj to one dostarczają problemów ekologicznych.

W kontekście zwierząt jucznych wymieniamy tylko ssaki, jednak transport informacji to już ptasia domena i to opanowana przez zaledwie jeden gatunek – gołębia pocztowego.
– Nie mogę wobec tego faktu przejść obojętnie, wszak najbardziej spośród zwierząt polubiłem ptaki – uśmiecha się prof. Tryjanowski. – Trudno nawet zliczyć, ile razy wykorzystywano ich pomoc, ilu ludzi dzięki gołębiom przeżyło zawieruchę wojenną. Bywało, że gołębie za swoją pracę, zostawały odznaczane najwyższymi honorami.

Dzisiaj zwierzęta juczne to najczęściej element sportu, turystyki i zooterapii. Uwielbiają go dzieci i dorośli, często nieświadomi historii ich powstania i wykorzystania przez Homo sapiens. Historia, nie tylko transportu, lubi paradoksy.

Źródło: UPP

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze