Kolejki przed szpitalami w Poznaniu. Grypa, covid i RSV sieją spustoszenie

for. pixabay (zdjęcie ilustracyjne)

50 osób na raz z zapaleniem płuc, karetki czekające z pacjentami, aż zwolni się miejsce – tak wygląda obecnie sytuacja szpitala wojewódzkiego przy ulicy Lutyckiej. I nie jest, niestety, wyjątkowa. Lekarze twierdzą, że mamy kolejną epidemię.

Dramatyczną sytuację na poznańskich SOR-ach, w szpitalach i w przychodniach opisała Gazeta Wyborcza. Lawinowo przybywa chorych w stanie wymagającym hospitalizacji, ale w szpitalach brakuje już miejsc. Pacjenci leżą na dostawkach, a jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie ich kłaść na podłodze, uważają lekarze. 27 grudnia karetki stały w kolejce przed szpitalem na Lutyckiej czekając, aż się zwolni miejsce.

Chorują i dzieci, i dorośli, najczęściej na grypę, covid i RSV (Respiratory Syncytial Virus, który jest główną przyczyną infekcji dróg oddechowych u większych dzieci oraz dolnych dróg oddechowych u niemowląt). Lekarze odnotowują też wiele zakażeń bakterią Clostridium difficile – ona z kolei wywołuje przewlekłe biegunki i odwodnienie.

Kłopoty z pomieszczeniem pacjentów mają nie tylko szpitale dla dorosłych – prawie sto dzieci zakażonych RSV przebywa w Wielkopolskim Centrum Pediatrii przy ulicy Wrzoska. Oddziały są przepełnione, a ta choroba jest wyjątkowo groźna dla dzieci do drugiego roku życia, bo może im poważnie uszkodzić oskrzeliki.

Dorosłym większej szkody nie wyrządza i przechodzą ją jak przeziębienie, jednak u dzieci często z powodu niewydolności oddechowej często niezbędna okazuje się intensywna terapia. II Klinika Neonatologii w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym przy Polnej w Poznaniu, która zajmuje się leczeniem tego rodzaju u najmłodszych pacjentów, miała od początku jesieni 14 pacjentów pod respiratorami, w tym 10 w grudniu.

Takich przypadków jest coraz więcej, a klinika dysponuje tylko sześcioma stanowiskami do intensywnej terapii u dzieci. Dr hab. n. med. Tomasz Szczapa, kierownik II Kliniki Neonatologii, powiedział gazecie, że sytuacja jest poważna, bo pacjentów zakażonych RSV jest wielu, a wolne łóżka tylko dwa.

Wirus RSV jest dużym zagrożeniem także dlatego, że nie ma na niego szczepionek ani skutecznych leków antywirusowych. Dla wcześniaków, dzieci z niedoborami odporności lub wadami wrodzonymi może stanowić nawet zagrożenie dla życia. U części małych pacjentów, najmłodszych, więc najbardziej narażonych wcześniaków, lekarze stosują immunoterapię.

Wszystkie szpitale obecnie przeżywają prawdziwe oblężenie. Lekarze ze szpitala przy Lutyckiej nie mają wątpliwości: to epidemia, tak zwana epidemia wyrównawcza. Efekt tego, że przez dwa lata nosiliśmy maseczki, zachowywaliśmy dystans społeczny i myliśmy ręce. Teraz, gdy sobie odpuściliśmy te środki ostrożności, wszystkie infekcje zaatakowały ze zdwojoną siłą.

Podziel się:

Ostatnio dodane: