Jan Ptaszyn Wróblewski zagrał w Blue Note

Niektórzy czekali na ten koncert aż półtora roku, bo o tyle go przesunęła pandemia – ale wreszcie się doczekali. 31 sierpnia w Blue Note zagrał Jan Ptaszyn Wróblewski.

To prawdziwa legenda polskiego – i nie tylko polskiego jazzu. Ten wybitny saksofonista debiutował przecież w 1956 roku, w sekstecie samego Krzysztofa Komedy, a później w zasadzie nie było w Polsce ważnego muzycznego wydarzenia jazzowego, na którym by go zabrakło. Z koncertami zjeździł też cały świat i wszędzie go przyjmowano owacyjnie.

Jan „Ptaszyn” Wróblewski jest jednak nie tylko genialnym muzykiem, ale też czarującym gawędziarzem i uroczym człowiekiem. Jego koncert to więc nie tylko muzyka, ale i opowieści o niej, których zawsze warto posłuchać.

Nie inaczej było podczas wczorajszego koncertu w Blue Note. Tym razem muzyk opowiadał o różnicy między graniem koncertu a graniem w klubie. Koncert, jak uważa, to wydarzenie samo w sobie, a klub może nim być, ale nie musi. Ale jeżeli już jest, to w takim klubie trzeba się sto razy bardziej namęczyć przy graniu, żeby nie przytłoczył grającego…

Takim klubem jest jego zdaniem Blue Note, a dowodzą tego plakaty na ścianach korytarza, którym się dzie na scenę, a na których znajdziemy wszystkie wybitne postaci jazzu, bo wszyscy tu grali: Jan Garbarek, Al Foster, Branford Marsalis, Wallace Rooney, no i oczywiście Jan “Ptaszyn” Wróblewski. To zobowiązuje, zdaniem muzyka. Ale największą nagrodą dla artysty w takim klubie jest to, gdy słuchacz nagle zamiera z drinkiem w połowie drogi do ust, bo coś go tak zafrapowało w muzyce…

Podczas wczorajszego koncertu było wiele takich chwil.

Jan „Ptaszyn” Wróblewski – saksofon tenorowy, Wojciech Niedziela – fortepian, Andrzej Święs – kontrabas, Marcin Jahr – perkusja.

Mat. pras.

4.7 3 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze