Festiwal nieskuteczności. Lech Poznań awansuje do kolejnej rundy!

fot. Mateusz Ludwiczak / Wisła Płock S.A.

Lech Poznań potrzebował dogrywki, żeby awansować do kolejnej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Ostatecznie, drużynie z Poznania udało się pokonać Vikingur 4:1.

„Kolejorz” tydzień temu przegrał pierwszy mecz jedną bramką. W rewanżu nie było miejsca na błędy… Pierwsze kilka minut spotkania należało jednak do gości z Islandii, którzy kilka razy groźnie atakowali bramkę Filipa Bednarka. Lech długo próbował złapać swój rytm, co w końcu się udało. Krytykowany od początku sezonu Velde, dostał doskonałe podanie od Pereiry, a następnie sam doskonale dośrodkował w pole karne do Ishaka. Napastnik „Kolejorza” pewnym uderzeniem wyprowadził lechitów na prowadzenie.

Po dwunastu minutach poznaniacy już prowadzili. Pereira doskonale zagrał w pole karne Vikinguru do wbiegającego Velde, który nie miał problemów ze zdobyciem bramki. Taki wynik oznaczał awans lechitów do kolejnej rundy i wydawał się całkowicie zadowalać zawodników, którzy skupili się na obronie i wyprowadzaniu kontrataków.

Skuteczność, skuteczność, skuteczność…

Ciężko opisać to co się działo na boisku w drugiej części gry. Goście musieli zdobyć bramkę, przez co spotkanie zrobiło się niezwykle otwarte. To dawało szansę Lechowi na wyprowadzenie groźnych kontrataków, które konsekwentnie marnował. Sam Amaral miał doskonałe sytuacje do zdobycia trzech bramek (nie zdobył żadnej), dobre okazji zmarnowali również Marchwiński i Ishak. Wydawało się, że słaba skuteczność już się nie zemści i „Kolejorz” utrzyma wynik do końca meczu. W ostatniej akcji spotkania goście zdołali zdobyć bramkę kontaktową – podanie Agnarssona na bramkę zamienił Djuric.

Piłkarze Johna van der Broma na własne życzenie zafundowali sobie dodatkowe trzydzieści minut emocji w dogrywce. I trzeba przyznać, że mecz naprawdę trzymał w napięciu do końca, chociaż chyba nie tego oczekiwali fani Lecha.

Zaczęło się świetnie – sześć minut po rozpoczęciu dogrywki do siatki trafił Marchwiński. Wprowadzony w drugiej części gry pomocnik ładnie przymierzył z dystansu i wyprowadził poznaniaków ponownie na prowadzenie. Vikingur ponownie ruszył do ataków, ale Lech tym razem grał już nieco rozsądniej i próbował dłużej utrzymywać się przy piłce. Zadanie to było nieco ułatwione – na dziesięć minut przed końcem meczu drugą żółtą kartkę obejrzał Magnusson i Lech grał z przewagą jednego zawodnika.

Kolejne groźne kontrataki opłaciły się i kilka minut później lechici mieli doskonałą szansę na zdobycie bramki, która przekreśliłaby szansę gości na awans. Po uderzeniu Sousy, jeden z obrońców Vikinguru zagrał piłkę ręką w polu karnym. Do „jedenastki” poszedł Sousa i… nie zdobył bramki. Emocje trwały jednak już tylko minutę – Filip Szymczak ładnie minął rywali i doskonale podał do wbiegającego w pole karne Sousy, który z dużym spokojem wpakował piłkę do siatki i ustalił wynik meczu.

Lech Poznań w kolejnej rundzie eliminacji do Ligi Konferencji zmierzy się z Dudelange. Zwycięzca tego dwumeczu awansuje do fazy grupowej. W międzyczasie „Kolejorza” czeka ligowe spotkanie ze Śląskiem Wrocław.