Ewelina Jaśkowiak i Sławek Wąchała: niedospanie na dwa obiektywy

Dwoje twórców, dwa miejsca – ale jeden punkt widzenia. Takiej fotograficznej gratki dawno w Poznaniu nie było. Ewelina Jaśkowiak i Sławek Wąchała zapraszają na dwie ekspozycje: urokliwych zakamarków Poznania do klubu Brisman oraz wodnych i nadrzecznych pejzaży do siedziby WOZŻ. I tu, i tu jest co oglądać.

Zacznijmy od zdjęć prezentowanych w Wielkopolskim Okręgowym Związku Żeglarskiego przy ulicy Wodnej 8/9. Ta część ekspozycji nosi tytuł “Niedospanie – spotkania wokół Warty” i kto choćby raz rzuci okiem na fotografie – nie ma najmniejszych wątpliwości, że tytuł jest adekwatny. Zdjęcia przedstawiają magiczny moment narodzin dnia, tuż przed wschodem słońca, więc dla ich autorów wstawanie przed świtem było koniecznością, a o wyspaniu się nie było nawet co marzyć…

Ale zdecydowanie warto było. Fotografie zachwycają niewiarygodną urodą nadwarciańskich pejzaży, niesamowitymi kolorami, zatrzymanymi w kadrze z wyjątkowym talentem i subtelnym wyczuciem. I one naprawdę powstały nad Wartą – między innymi w Rogalinku, Stobnicy, Chorzępowie i samym Poznaniu.

Chwilami aż trudno uwierzyć, że rzeczywiście niebo o świcie ma aż taki kolor, że chmury przybierają takie kształty, a dęby mogą wyglądać tak złowieszczo i malowniczo zarazem. No cóż, każdy wątpiący może dowolnego dnia wstać około 3 nad ranem, wsiąść na rower albo w samochód, pojechać w wybrane miejsce doliny Warty, najlepiej takie z malowniczym dębem – i osobiście po jakichś dwóch godzinach doświadczyć magii wstającego dnia…

“Poranek to moment magiczny” – piszą o swojej wystawie jej autorzy. – “Cisza zaczyna mówić, świat odżywa i słońce wyciąga swoje długie ręce, rozgania mgły, a niekiedy niebo rzewne łzy wylewa. Są i pajęcze sieci oblepione perłowymi kroplami, odsłaniając przed nami prawdziwie baśniowy krajobraz”.

Fotografie w WOZZ można oglądać w poniedziałki godz. 15-19, wtorki godz. 15-18 oraz podczas kursów, szkoleń i imprez okolicznościowych. Wystawa czynna będzie do 5 października, a być może dłużej.

Z kolei w Brismanie przy ulicy Mickiewicza (narożnik Dąbrowskiego) głównym bohaterem jest miasto. Ta część wystawy nosi nieco przekorny tytuł “Poznań widziany oczami poznanianki i olsztynianina”. Przywodzi on na myśl starą prawdę, że nikt tak nie docenia miasta jak turysta – choćby ze względu na umiejętność świeżego i odmiennego spojrzenia, a którą tubylcy w większości utracili.

Ale w tym przypadku stereotyp się nie sprawdza. Sławek Wąchała owszem, potrafi na swoich zdjęciach pokazać urodę Poznania ze gorliwością i zachwytem neofity, ale zna miasto lepiej niż wielu rodowitych poznaniaków. I może dlatego jego zabawy światłem, wrażliwość na zmiany kształtów i kolorów są fascynujące, a sposób widzenia przestrzeni – intryguje.

Natomiast zdjęcia Eweliny Jaśkowiak mają w sobie jakąś miękkość i ponadczasowy urok, zupełnie jakby zamknęła całkiem zwykłe miasto w czarodziejskiej kuli… No, może nie takie zwykłe. To jest miasto kochane, wyraźnie to widać, miasto, którego zakątki nieodmiennie zachwycają, nawet gdy mija się je dziesiąty czy setny raz.

Bo dobry fotograf zawsze zauważy coś nowego, coś wyjątkowego, jakąś niezwykłą iskrę światła, a może fantazyjny płaszcz przechodnia…? Wszystko nagle zaczyna wyglądać inaczej, magicznie, a w efekcie daje niezwykle subtelny, złożony i ulotny – ale bardzo piękny obraz Poznania.

Autor: el

Dodaj komentarz

avatar