Reklama

Ethno Port Poznań: koncert otwarcia pełen zadumy

Podziel się!

Melancholijną muzyką z dalekiego Benglu rozpoczął się 12. festiwal Ethno Port Poznań. Na koncercie otwarcia wystąpił genialny zespół Baul Meets Saz, którego członkowie pochodzą z Indii i Turcji. Kto nie był – niech żałuje!

Jak powiedziała witając festiwalowych gości Anna Hryniewiecka, dyrektor CK Zamek, organizatora festiwalu, przygotowanie programu Ethno Portu było w tym roku wyjątkowo trudne. Wszystko to z powodu niełatwych czasów, w których żyjemy.
– Festiwal opowiada o takim świecie, jaki chcielibyśmy widzieć: otwartym, tolerancyjnym, wielokulturowym i pełnym radości, bez hejtu i nienawiści – mówiła dyrektor Hryniewiecka. – Taki jest właśnie Ethno Port i to jest nasze bardzo ważne przesłanie.

Przy tym założeniu wybór Baul Meets Saz był oczywisty, i to z kilku powodów. Bo Baulowie, mistycy z Bengalu, a ich muzykę właśnie wykonuje ten zespół, jak nikt inny chyba realizują założenia festiwalu. Przede wszystkim odrzucają podziały społeczne, w tym kasty, na co trzeba w Indiach niemałej odwagi. Jedyną świątynią jest dla nich ludzkie ciało. A w ideałach, które głoszą, można odnaleźć elementy hinduizmu, islamu, buddyzmu i sufizmu.

Baulowie swoją wiedzę przekazują śpiewem i te pieśni, zwane bāul gān, można było usłyszeć podczas koncertu otwarcia. To nie było łatwe doświadczenie, bo w bāul gān tekst i interpretacja jest co najmniej równie ważna jak muzyka, a niewielu znajdzie się w Poznaniu ludzi, którzy znają bengalski. Jednak mistrzostwo śpiewaka i muzyków pozwala zrekompensować niedostatki w rozumieniu, a koncert Baul Meets Saz był tego najlepszym dowodem. Genialna śpiewaczka Malabika Brahma sprawiała, że widzowie zastygali zachwyceni i zasłuchani. Dzięki jej wrażliwości i mistrzowskiemu operowaniu głosem pieśni urzekały głębią, muzyką i interpretacją. Okazało się, że nie trzeba znać bengalskiego, by zrozumieć emocje, tak doskonale oddawane przez śpiewaczkę: gniew, rozpacz, smutek czy miłość. Bo miłość jest dla Baulów niezwykle ważna. Wierzą oni, że miłość boską można osiągnąć jedynie przez miłość ludzką, także tę fizyczną, stąd często miłość lub jej brak jest tematem utworów.

Wspaniały głos Malabiki miał równie perfekcyjną oprawę. Emre Gültekin z Turcji, grający na lutni saz, tworzył doskonałe muzyczne tło, wspaniale sprawdził się także jako drugi wokalista ze swoim miękkim, łagodnym, wręcz intymnym głosem. A Sanjay Khyapa, także z Bengalu, uduwodnił, że nie darmo jest znany jako doskonały perkusista. Z niepozornego, malutkiego bębenka duggi wydobywał zdumiewające bogatwo brzmień. Gdyby się go nie widziało, można byłoby pomyśleć, że ma do dyspozyji całą pokaźną perkusję…

To był niezwykły koncert. Mistyka i głębia uczuć zawartych w bāul gān zapada głęboko w serce. Może nie są to najradośniejsze uczucia, może chciałoby się więcej radości niż smutku i zadumy na rozpoczęcie festiwalu. Ale – jak zwróciła uwagę dyrektor Hryniewiecka – mamy trudne czasy. A w trudnych czasach warto poświęcić czas na chwilę zadumy…

Lilia Łada, fot. Sławek Wąchała


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar