Z biegiem Górczynki fot. Sławek Wąchała

Ekolodzy z zastępcą prezydenta skontrolowali teren wzdłuż Górczynki

Czy na terenach byłych działek między Górecką a Dmowskiego, dochodzi do nielegalnej wycinki drzew? Sprawdzali to 5 lutego ekolodzy i społecznicy pod wodzą Bartosza Gussa, zastępcy prezydenta Poznania.

Spacer, zaplanowany przez Koalicję ZaZieleń i Prawo do Przyrody, prowadził korytem Górczynki, niewielkiej rzeczki wpadającej do Warty między Świerczewem a Luboniem. „Koryto” jest pojęciem umownym, ponieważ rzeczka na Górczynie w zasadzie jest niewidoczna: w niektórych miejscach zostało po niej właśnie tylko suche nieznaczne zagłębienie w ziemi, a w innych płynie w rurach pod ziemią. Dopiero na Świerczewie zaczyna znów płynąć na powierzchni.

Teren przyszłej budowy

Odcinek koryta Górczynki, który interesował spacerowiczów, to teren między ulicami Dmowskiego i Górecką, dawne ogródki działkowe, które wiele lat temu zostały sprzedane deweloperowi. Najpierw miało tam być gigantyczne centrum handlowe, na szczęście nie powstało – za to teraz ma powstać osiedle. Spacerowicze sprawdzali  właśnie przygotowania do budowy, bo otrzymali sygnały od okolicznych mieszkańców, że na tym terenie jest prowadzona rabunkowa, niezgodna z prawem wycinka drzew.

W spacerze udział wzięli prof. Bogdan Chojnicki z Pracowni Bioklimatologii w Katedrze Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wiceprezydent Poznania Bartosz Guss, przedstawiciele MPU oraz straży miejskiej, radni osiedlowi z Łazarza i Górczyna, mieszkańcy i członkowie Koalicji ZaZielen Poznań i Prawo do Przyrody.

– W trakcie spaceru pomierzone zostały drzewa wycięte z działki przy ul. Dmowskiego 103 – opowiada Magdalena Garczarczyk z Koalicji ZaZieleń. – Część drzew jest na granicy wielkości obwodu 5 cm lub ją przekracza, czyli powinny być wycięte z pozwoleniem z WKiOŚ UMP. Takowego inwestor nie ma. Dodatkowo wyciętych zostało więcej niż 25 m kw. krzewów, co też wymaga uzyskania takiej zgody.

Czego się boją mieszkańcy?

Wycinka drzew przez dewelopera to zresztą tylko wierzchołek góry lodowej.

– Mieszkańcy dzielili się też obawami związanymi z dalszą zabudową terenu, między innymi możliwymi podtopieniami niżej położonych domów, stratą naturalnego charakteru i siedlisk ptaków – wylicza Magdalena Garczarczyk. – Na tym terenie występuje wiele gatunków ptaków, także rzadziej spotykanych w mieście, jak kukułki. Ale również wskazywali na unikatowość miejsca i potencjał wynikający z połączenia terenu z innymi fragmentami zieleni.

Tymczasem na tym unikatowym terenie regularnie jest wypalana trawa, a koryto rzeczki zasypywane ziemią, co z kolei generuje powstawanie terenów podmokłych. Już jest mokro, a zdaniem mieszkańców zabudowa, która nie uwzględnia układów tutejszych cieków wodnych, także tych sezonowych, w połączeniu z wycinką roślinności sprawi, że woda deszczowa nie będzie miała gdzie odpływać. Drogę zagrodzą jej nowe budynki, więc zacznie zalewać stare, niżej położone domy na tym terenie.

Mieszkańcy pokazali też, którędy na ten teren są nielegalnie zwożone śmieci – to kolejna bolączka, o której już nie raz informowali straż miejską. Niestety, z tym problemem wyjątkowo trudno się walczy, bo dowożenie jest stosunkowo proste dzięki wewnętrznym drogom przyzakładowym. Ale mieszkańcy mają nadzieję, że teraz, gdy przedstawiciele straży miejskiej zapoznali się z problemem w terenie, uda im się ukrócić przywożenie śmieci.

Będzie park?

Marzeniem mieszkańców byłoby utworzenie parku wzdłuż dawnej trasy kolejowej i oczywiście posprzątanie całego terenu. Zastępca prezydenta Bartosz Guss zapewnił, że park powstanie, a miasto już przystępuje do prac związanych z jego utworzeniem. Jaką będzie zajmował powierzchnię – jeszcze nie wiadomo, ale najważniejsze jest to, że prace się rozpoczną. Tak samo zresztą jak nad dokumentami planistycznymi dotyczącymi tego terenu. Wiceprezydent Guss zapewnił także społeczników, że chętnie weźmie udział w następnych spacerach po terenach zieleni na Górczynie i Łazarzu.