Efekt nowej miotły nie zadziałał

Lech Poznań przegrał w bardzo kiepskim stylu na wyjeździe z Cracovią 1:0 po bramce Mateusza Wdowiaka. Efekt nowej miotły, czyli przyjście do Poznania Adama Nawałki, w tym spotkaniu nie podziałał. Sytuacja “Kolejorza” po tym spotkaniu jest bardzo ciężka i skomplikowana. Do pierwszego miejsca traci 13 punktów, zaś nad ostatnim ma tylko 12 punktów przewagi.

“Kolejorz” jechał do Krakowa jak po swoje – Adam Nawałka i Rafał Janicki na przedmeczowej konferencji zapewniali, że to oni będą dyktować Cracovii warunki i wywiozą z tego terenu trzy punkty. Rzeczywistość okazała się brutalna. Choć od początku lechici próbowali prowadzić grę i atakować, bo doskonałą okazję w trzeciej minucie gry zmarnował Christian Gytkjaer po podaniu Kamila Jóźwiaka, to jednak z minuty na minutę zaangażowanie w grę ofensywną zaczęło zanikać. W pierwszej części gry Jasmina Buricia mógł pokonać m. in. Dytiatjew i Wdowiak, jednak za pierwszym razem zawodnik Cracovii uderzył niecelnie, zaś przy drugiej sytuacje dobrze spisał się golkiper gości. Lech grał bardzo wolno, z dużą niedokładnością dośrodkowywali z lewej strony Kostewycz i z prawej Wasielewski. Przez tego ostatniego, w 55. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Wdowiak ruszył lewą stroną boiska i obok niego przez prawie 30 metrów biegł obrońca “Kolejorza”, ale nie potrafił go w żaden sposób zatrzymać – aż ten stanął sam na sam i pokonał Buricia. Trzeba niestety przyznać, że poziom Ekstraklasy na Wasielewskiego jest zbyt wysoki – otwarcie przyznam, że gdyby Lech w tym meczu posiadał dobrego prawego obrońcę, chociażby Gumnego, to zdołałby to spotkanie zremisować. Wasielewski w kilku sytuacjach zamiast od razu dogrywać, spowalniał grę i całkowicie psuł sytuację.

Podopieczni Adama Nawałki po stracie gola przeważali i mieli więcej okazji do zdobycia bramki, ale ponownie dobrą sytuację zmarnował Gytkjaer po doskonałym zagraniu Pedro Tiby. Portugalczyk był najaktywniejszym i wydaje się, że najlepszym zawodnikiem Lecha w niedzielnym pojedynku. Nawałka na ostatnie minuty wpuścił Tomczyka i młody napastnik mógł w ostatniej minucie doprowadzić do wyrównania po tym, jak z dystansu strzelał Amaral, piłkę odbił Peskovic, ale z ostrego kąta snajper Lecha trafił w boczną siatkę.

Przed Adamem Nawałką bardzo długa droga do zbudowania Lecha Poznań, jakiego wszyscy w stolicy Wielkopolski chcieliby oglądać. Obecnie – od ostatnich meczów nic się nie zmieniło. Co prawda, trudno oczekiwać rezultatów po tygodniu pracy nowego szkoleniowca, ale z niektórymi zawodnikami władze “Kolejorza” powinny się już zimą natychmiastowo pożegnać. Nawet jeśli miałoby to się stać przez rozwiązanie kontraktu.