woda fot. L. Łada

Dziś Śmigus-dyngus, czyli Lany Poniedziałek. Nie przesadzajcie z oblewaniem!

Choć większość Polaków łączy śmigus-dyngus z drugim dniem katolickiej Wielkanocy, to jednak jest to święto znacznie starsze. Ten zwyczaj zachodnich Słowian na wiosnę miał sprzyjać płodności, zdrowiu i witalności. 

Jak twierdzą etnografowie, w zasadzie śmigus-dyngus to dwa oddzielne zwyczaje, a przynajmniej tak było kiedyś, bo obecnie nikt tego nie odróżnia i traktowane są jako jeden. Nazwa „śmigus” pochodzi od czasownika śmigać – w tej zabawie ludzie bili się nawzajem wierzbowymi witkami i oblewali zimną wodą, co symbolizowało oczyszczenie ze zła – a w czasach chrześcijańskich z grzechów – i powitanie wiosny w czystości w sensie dosłownym i przenośnym… „Dyngus” to prawdopodobnie spolszczona wersja niemieckiego słowa „dünnguss” oznaczającego chlust wody, jak uważał Oskar Kolberg. A oba zwyczaje już od XV wieku traktuje się jako jeden.

Pierwotnie obchodziła je zachodnia Słowiańszczyzna i było ono nieodłącznym elementem Jarego Święta obchodzonego na wiosnę. Uważano, że oblewanie wodą sprzyja płodności, więc oblewano nią zwłaszcza kobiety, szczególnie panny na wydaniu. Chyba nie trzeba dodawać, że oblewającymi byli głównie mężczyźni…

W oblewaniu wodą mieli swój ukryty cel: mokre ubrania przyklejały się do ciał i dzięki temu mogli bardzo dokładnie poznać obejrzeć figury dziewcząt, co w suchych ubraniach raczej nie było możliwe. Nie należy się więc dziwić, że mężczyźni korzystali z okazji i największą ilość wywody zazwyczaj wylewali na te kobiety, które im się podobały…

Kościół Katolicki przez wiele stuleci potępiał ten zwyczaj, doskonale sobie zdając sprawę z jego pogańskich korzeni, no i całkiem niechrześcijańskiemu zachęcaniu do płodności. Synod diecezji gnieźnieńskiej w 1420 roku wydał nawet specjalną ustawę zatytułowaną „Dingus prohibetur”, w której w ostrych słowach nazywano ten zwyczaj „grzechem śmiertelnym” i „obrazą Imienia Boskiego”. Ponieważ jednak zakazy i ustawy nie dawały żadnych efektów jak Polska długa i szeroka, ostatecznie Kościół Katolicki zrobił ze śmigusem-dyngusem to, co z wieloma innymi świętami: zaanektował je na własny użytek. Pogańskie święto dostało więc znaczenie chrześcijańskie: oczyszczania z grzechów. Dostało też swój stały termin w drugi dzień Wielkanocy, który odtąd był nazywany Lanym Poniedziałkiem. Co ciekawe wodą oblewa się dziś także na Morawach, Słowacji i w Bułgarii – tam ten zwyczaj nosi nazwę „peperuda”.

Trudno byłoby znaleźć kogoś, kto oparł się pokusie oblania wodą podczas tego święta – jednak mimo wszystko warto pamiętać, by nie przesadzać z oblewaniem, bo potraktowanie wodą osoby, która nie życzy sobie być oblana wodą, może nas kosztować 500 zł mandatu. W takim przypadku oblanie wodą może zostać uznane za chuligański wybryk, a jako taki – podlega karze wykroczenie, polegające na zakłóceniu spokoju i porządku, za które można dostać mandat w wysokości 500 zł. oblewanie np. pasażerów transportu publicznego – grzywna nawet do 5 tys. złotych (jeśli sprawa trafi do sądu, osoby mogą domagać się odszkodowania)