Lech - Śląsk fot. Wojtek Lesiewicz (24)

Dramatyczna skuteczność Lecha i tylko remis z Arką

Lech Poznań zremisował na wyjeździe z drużyną Arki Gdynia 0:0 po bardzo emocjonującym meczu i z Trójmiasta wywozi tylko jeden punkt. Lechici stworzyli sobie wystarczająco dużo okazji do strzelenia gola, by ten mecz wysoko wygrać, ale ta sztuka piłkarzom Dariusza Żurawia się nie udała. Remis trzeba traktować jako porażkę.

“Kolejorz” za wszelką cenę po porażce na własnym stadionie, przed 32-tysięczną publicznością, przegrał ze Śląskiem Wrocław, chciał swoim kibicom pokazać, że był to tylko wypadek przy pracy i z czerwoną latarnią ligi rozprawią się bez większych kłopotów. Początek tego meczu taki scenariusz zapowiadał, bo lechici totalnie zdominowali zawodników Arki Gdynia, nie pozwalając ofensywnym graczom gospodarzy na nic, a także tworząc sobie sytuacje do pokonania Steinborsa. Najpierw kapitalnym podaniem do Kamila Jóźwiaka popisał się Darko Jevtic, ale skrzydłowy poznańskiej drużyny trafił tylko w interweniującego golkipera. Chwilę później z dystansu próbował Pedro Tiba, jednak piłka odbiła się od słupka. Arka odpowiedziała słabym strzałem Budzińskiego prosto w rękawice Mickeya van der Harta.

Dariusz Żuraw nakazał swoim podopiecznym bardzo wysoko pressować i naciskać na graczy z Gdyni, by odebrać piłkę i szybko przenieść ją pod pole karne gospodarzy. Przez pierwsze kilkanaście minut ta sztuka się udawała, choć Arka z minuty na minutę wracała do gry, częściej utrzymując się przy piłce i próbowała zagrażać bramce Harta, ale nie na tyle, by na cokolwiek mogła liczyć. Za to Lech miał swoje sytuacje i tylko przez nieskuteczność nie prowadził przewagą dwóch czy trzech goli. Ponownie zza pola karnego sił próbował Tiba, Steinbors sparował piłkę do boku, a po dobitce Darko Jevtić przeniósł ją minimalnie nad poprzeczką.

W drugą część spotkania lechici weszli nieco mniej skoncentrowani, bo notowali parę niepotrzebnych strat przed własnym polem karnym. Często swoich obrońców na miny wprowadził chwalony za grę nogami, Mickey van der Hart, który na przykład podając przez środek boiska do Muhara, naraził go na atak dwóch rywali i powodowało to utratę piłki oraz szansę gospodarzy na stworzenie swojej sytuacji. Po kilku minutach sytuacja jednak się ustabilizowała i “Kolejorz” ponownie zaczął być stroną dominującą. W kolejnym meczu z rzędu kapitalnie spisywał się Pedro Tiba, który praktycznie z piłką był w każdym miejscu na boisku, kreował akcje graczom ofensywnym, jednak ci w żaden sposób nie mogli znaleźć sposoby na władowanie piłki do siatki Steinborsa. Gra Lecha w drugiej połowie mogła się podobać, bo nie brakowało szybkich podań i odegrań na jeden kontakt przed polem karnym, czy nawet w polu karnym – i za to trzeba chwalić chociażby wspomnianego Portugalczyka, Roberta Gumnego, Darko Jevticia czy nawet Karlo Muhara, który poza odbiorami piłki, był obecny dość często także wysoko po drugiej stronie boiska. Swoją okazję z rzutu wolnego miał Darko Jevtic, ale kapitalną interwencją popisał się Steinbors. Próbował Puchacz, ale strzelał zbyt słabo. Świetnie uderzył też wprowadzony pod koniec meczu Paweł Tomczyk, ale ponownie świetnie bronił golkiper gospodarzy, który takimi robinsonadami bardzo często popisuje się właśnie w meczach z Lechem Poznań.

Arka Gdynia swojej szansy upatrywała tylko i wyłącznie w kontratakach i mimo ogromnej przewagi zawodników z Wielkopolski, podopieczni Jacka Zielińskiego mogli na własnym boisku zdobyć nawet trzy punkty, kiedy to Wołodymyr Kostewycz fatalnie, zbyt lekko odegrał piłkę do Harta, zdołał ją przejąć młody Antonik, minął nawet interweniującego bramkarza gości, to jednak dobrze zdążył wrócić Crnomarkovic i sytuację uratował. Wynik na nieszczęście lechitów się do końca meczu nie zmienił i z Gdyni wywożą tylko jeden punkt. Zmianami nie popisał się również trener Lecha, bo katastrofalny mecz zagrał Kamil Jóźwiak, to jednak trzymał go na murawie do samego końca i także nie dał szansy Joao Amaralowi, a wpuścił na ostatnie minuty Timura Zhamaletdinova, a Rosjanin, jak wiemy, nie jest w przyzwoitej formie. Bardzo szkoda tego meczu, bo takie, grając o najwyższe cele, trzeba wygrywać.

1
Dodaj komentarz

avatar
AmicaWroznańUltras
AmicaWroznańUltras

Pora wcisnąć komuś Gytkjera, albo jak zasugerowało weszło zatrudnić na pół etatu skoro gość nie jest w stanie prawie od dwóch lat strzelić bramki na wyjeździe, Sosnowca nie liczmy bo im w tamtym czasie dokopałaby i reprezentacja w ampfutbolu. Obrona Lecha jest dalej elektryczna, ale to można wyjaśnić przebudową tej formacji i przez to brakiem zgrania. Jevtic i Tiba mi ostatnio imponują, co ciężko powiedzieć o skrzydłach i Gytkjerze, którzy seryjnie i koncertowo pieprzą to co Ci dwaj wyżej wymienieni im wypracują. Apeluję do Żurawia o nie wystawianie w wyjściowe 11 Dunola w ataku na wyjazdach. Lech miał fajny terminarz na początku sezonu i zamiast wykorzystać grę, a przynajmniej pozorowanie gry w piłkę w pucharach przez głównych rywali to jak na ludzi z mentalnością przegrywów przystało zmarnowali tą szansę, ale nie takie jaja już odstawiali. Jeśli gubi się punkty z Arką to nie można myśleć o poważnej walce o mistrza, ba ciężko marzyć o miejscu dającym grę w eliminacjach o puchary, zresztą z czym do ludzi, do jakich pucharów lol, chyba tylko po to żeby wyłapać jakiś agrooklep gdzieś na peryferiach Europy…