Dodatkowe pieniądze na ogrzewanie. Nowa propozycja rządu

węgiel fot. Alexas_Fotos, pixabay

Rząd chce dać jednorazowo 3 tys. zł na opał tym Polakom, którzy opalają swoje domy węglem. Eksperci uważają, że to nie da rezultatów i pytają, co z tymi, którzy są w spółdzielniach mieszkaniowych, wspólnotach albo ogrzewają swoje domy gazem czy brykietami.

Ustawa w sprawie maksymalnej ceny węgla jeszcze nie weszła w życie, a już wiadomo, że nie da oczekiwanych rezultatów, przed czym zresztą przestrzegali eksperci. Dlatego, jak informuje money.pl, rząd chce wprowadzić nowe rozwiązanie: 3 tys. zł jednorazowo dla Polaków, którzy ogrzewają swoje mieszkania węglem. Ale i ten pomysł nie zyskał uznania ekspertów, choć uznali go za lepszy niż poprzedni.

Jak poinformowała minister Anna Moskwa, nie będą tu stosowane żadne kryteria dochodowe, więc o dofinansowanie będą mogli starać się wszyscy, którzy mają piece opalane węglem. Dochód jednak będzie brany pod uwagę przy ustalaniu wysokości dofinansowania.

Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla, przyznaje, że ta koncepcja jest lepsza, choć diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Przyznał też, że wszystkich członków izby bardzo oburzyły słowa premiera, który podczas spotkania w Turowie powiedział, że nie ma woli współpracy ze strony składów węgla. A przecież przedstawiciele izby, gdy tylko usłyszeli o rządowym pomyśle dopłat do sprzedawanego węgla, wiedzieli, że to się nie da zrealizować i usiłowali to wytłumaczyć ministrom.

Przypomnijmy, że zgodnie z rządową ustawą cena za tonę węgla nie mogłaby przekroczyć 996,60 zł. Przedsiębiorcy sprzedający węgiel, by nie byli stratni, dostaliby więc od rządu rekompensaty, ale nie wyższe niż 1073,13 zł brutto za sprzedaż jednej tony węgla dla jednego gospodarstwa domowego. Tylko że cena węgla importowanego już przekracza 3 tys. zł za tonę, więc jeśli sprzedawca go kupi – a innej możliwości nie ma – dostanie tysiąc od kupującego i tysiąc od rządu, to i tak będzie stratny na tysiąc złotych na tonie. To jaki ma w tym interes? Dokładanie z własnej kieszeni po tysiącu złotych do każdej sprzedanej tony węgla?

Według Roberta Tomaszewskiego, starszego analityka ds. energetycznych związanego z Polityką Insight, przedstawienie nowego rozwiązania zaledwie tydzień po podpisaniu przez prezydenta ustawy o maksymalnych cenach węgla oznacza, że rząd zdaje sobie sprawę z tego, że ustawa nie da efektów. Nowy akt prawny jest próbą naprawy sytuacji i przyznaniem się przez rząd do błędu.

Według Łukasza Horbacza dopłata 3 tys. zł do opału dla wielu rodzin będzie znaczącą pomocą, nawet jeśli ostatecznie ze względu na kryteria dochodowe będzie ona niższa. Wielu Polaków opala swoje domy węglem – według danych ministerstwa klimatu i środowiska w 2021 roku liczba gospodarstw domowych ogrzewanych węglem wynosiła 4,3 mln, a w 3,8 mln był to podstawowy nośnik ogrzewania pomieszczeń. Średnio zużywa się go ok. 7,4 mln ton.

Wiele wskazuje na to, że węgla może zimą zabraknąć. Premier Mateusz Morawiecki nakazał spółkom skarbu państwa kupić 4,5 mln ton węgla właśnie dla indywidualnych odbiorców. PGE Paliwa oraz Węglokoks mają go sprowadzić do Polski do końca października. Czy to się uda? Zadanie jest trudne, choćby ze względu na małą przepustowość naszych portów i ograniczone możliwości dystrybutorów. Robert Tomaszewski ocenia, że na czas uda się sprowadzić 1 mln ton, ale z resztą może być problem. A jeśli tak się stanie i węgla zabraknie na rynku, to ceny znów pójdą w górę. W efekcie więc węgla nadal będzie brakować, a rząd utopi w nim mnóstwo pieniędzy.

Zimą możemy więc mieć duży problem – i zdaniem ekspertów rząd już o tym wie, stąd ta nerwowość w działaniach.

Podziel się: