Bieżnia fot. pixabay

Czy szkolne boiska są szkodliwe dla dzieci?

Ich nawierzchnie zawierają mnóstwo szkodliwych substancji, także rakotwórczych, działają szkodliwie na rozrodczość, układ krwiotwórczy i nerwowy. Takie boiska nadal funkcjonują przy wielu szkołach w Polsce.

Jak informuje Onet.pl na szkodliwość boisk zwrócili uwagę rodzice, bo ich dzieci po zajęciach na boisku ze sztuczną nawierzchnią wracały brudne, jakby się tarzały w oponach, śmierdzą spaloną gumą, a wielu z nich doskwierały typowe objawy alergiczne: łzawiące oczy, katar, swędząca skóra i wysypka.

Rodzice zaczęli walczyć o ekspertyzy rodzajów nawierzchni. Jednak po interwencji dziennikarzy Onetu u Roberta Kempy, burmistrza Ursynowa, władze dzielnicy zgodziły się sfinansować badania toksykologiczne boiska szkoły, a wykonał je Instytut Techniki Górniczej „Komag” z Gliwic. I okazało się, że boisko stanowi prawdziwą bombę toksycznych składników, między innymi wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych, należących do szczególnie niebezpiecznych dla zdrowia dzieci czy benzo(a)pirenu zaliczanego do substancji mutagennych i działających szkodliwie na rozrodczość. Eksperci odkryli tam również rakotwórcze pierwiastki ołów, kadm, nikiel i rtęć. Korzystanie z takich boisk zwiększa u dzieci prawdopodobieństwo wystąpienia w przyszłości takich chorób jak glejak czy białaczka.

Ekspertyzy dotyczą co prawda tylko trzech boisk: przy SP 343 na Ursynowie w Warszawie i szkołach podstawowych nr 14 i nr 35 w Szczecinie, bo boiska przy tych placówkach zbadano. Ale problem może dotyczyć całej Polski, bo większość boisk budowano z podobnych lub takich samych materiałów. Czy skoro są już dowody w postaci wyników badań toksykologicznych – to czy nawierzchnia boisk zostanie wymieniona?

Niestety nie. Rodzice apelują o to od kilku lat, jednak bezskutecznie. Wydziały oświaty zasłaniają się swoimi atestami tych nawierzchni, a z nich wynika, że wszystko jest w porządku. Zawartość szkodliwych składników owszem, występuje, ale mieści się w dopuszczalnych normach. To, że granulat, którym są posypane, robi się ze zużytych opon, uszczelek, kołnierzy z pralek czy dywaników samochodowych – nie jest dla nich argumentem, skoro ma atest.

Jednak po otrzymaniu wyniku badań Komagu dyrekcja szkoły na Ursynowie zamknęła boisko, zamierza zwrócić się do sanepidu o przeprowadzenie dodatkowych testów i dopóki one nie potwierdzą, że wszystko jest w porządku, boisko będzie zamknięte. Burmistrz natomiast obiecał się starać o pieniądze na wymianę nawierzchni – okazało się jednak, że zamierza jedynie wymienić granulat na boisku na nieco lepszy. I to tylko tam, gdzie stężenie szkodliwych substancji jest największe. Bo jego zdaniem Komag przyjął niewłaściwe normy i dlatego stężenie szkodliwych substancji wydaje się za wysokie. Gdy się przyjmie właściwe normy – wszystko jest w porządku. Ale boiska nie otworzył. Czeka na opinię sanepidu.

Urząd Miasta Szczecina z kolei nawet nie poinformował dyrekcji szkół, jakie są wyniki przeprowadzonych badań na boiskach placówek. Jedynie przekazał nowy regulamin zalecający ostrożne korzystanie i zakazał dosypywania najtańszego granulatu. Ma być dodawany ten lepszy, z kauczuku, a nie z gumy.

Onet.pl, el

0 0 votes
Oceń artykuł

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze