Co gorsze: koronawirus czy susza?

Walka z koronawirusem wstrzymała prace nad ochroną zasobów wodnych w Polsce. A tymczasem w kraju jest coraz bardziej sucho. Gdyby nie koronawirus, do lasów i tak nie wolno byłoby wchodzić – z powodu suszy. Sytuacja w Wielkopolsce jest gorsza niż w wielu innych regionach.

Po wirusie przyjdzie do Polski druga plaga: susza – prognozuje “Dziennik Gazeta Prawna”. Bo wszystkie siły i środki Polska rzuciła na walkę z pandemią. Później środki będą potrzebne na walkę z kryzysem gospodarczym, który nadejdzie po pandemii. Tymczasem susza już jest, i to praktycznie w całej Polsce.

Od kilku lat w naszym kraju pada zdecydowanie mało, a z roku na rok jest gorzej. Tegoroczna zima była i sucha, i bezśnieżna, wiosna również nie obfitowała w opady – a synoptycy mówią, że deszcze nadejdą dopiero w maju. To dla wielu roślin o wiele za późno, by mogły wydać plon. naukowcy mówią otwarcie: mamy suszę hydrologiczną. Że wszystkimi negatywnymi skutkami takiego stanu rzeczy.

Na przykład takimi, że do kryzysu wywołanego skutkami pandemii musimy dodać kryzys spowodowany wzrostem cen warzyw i owoców. Z powodu suszy będzie ich mniej, a więc będą droższe. Prof. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, ekspert Koalicji Klimatycznej, mówi, że jeśli deszcze nie spadnie w ciągu najbliższych dwóch tygodni, to plony zbóż także będą bardzo niskie, bo gleba jest całkowicie nieprzygotowana na zasiewy.

Kolejnym negatywnym skutkiem są pożary w lasach. Już dzisiaj według Instytutu Badawczego Leśnictwa zagrożenie pożarowe występuje na całym obszarze kraju, a nawet gdyby nie obowiązywały ograniczenia związane z koronawirusem, to i tak do lasów nie wolno byłoby wchodzić. Ze względu na suszę i na zagrożenie pożarowe.

Tymczasem prace nad zbiornikami retencyjnymi, systemami małej retencji stanęły z powodu koronawirusa. Bo jak przekonywać rolników do tych inwestycji, jeśli się nie można z nimi spotkać? Jak ich namówić do sprzedaży gruntu pod zbiorniki? Niestety, nie wszystko da się załatwić on line. Obejrzeć i wybrać teren pod budowę także nie. To trzeba zarobić będąc fizycznie na miejscu.

Według Państwowej Służby Hydrologicznej najbardziej zagrożone suszą są tereny Wielkopolski, zwłaszcza wschodniej, województwa kujawsko-pomorskiego i Pomorza, a także wschodnia część Lubelszczyzny, wschodnia część województwa opolskiego, Warmia, Mazury i Podlasie. Przy czym problemy przynajmniej na początku nie dotyczą miast, a indywidualnych gospodarstw, które mają swoje ujęcia wody, swoje studnie. Wiele gmin już w ubiegłym roku musiało racjonować wodę. W tym roku będzie jeszcze gorzej, bo, jak zwrócił uwagę prof. Zbigniew Karaczun, wodę powinno się zatrzymywać tam, gdzie ona spada. A tej zimy i wiosny nie było czego zatrzymywać.

A jak podaje Polska Fundacja Ochrony Zasobów Wodnych, wody w Polsce, w porównaniu do innych krajów europejskich, jest mało. Wpływają na to niekorzystne warunki klimatyczne i hydrologiczne. Polska leży na terenie, gdzie ścierają się wpływy klimatu oceanicznego i kontynentalnego. Ilość opadów maleje w kierunku z zachodu na wschód, od Oceanu w głąb kontynentu. Dlatego w krajach Europy Zachodniej w porównaniu z Polską opady są większe. W dodatku w naszym kraju woda w większym stopniu odpływa niż wsiąka w podłoże – stąd procent wód podziemnych magazynowanych w Polsce jest bardzo niski w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Zmiany klimatyczne pociągają za sobą z jednej strony zwiększenie zasięgu i częstotliwości susz w Polsce a z drugiej nasilenie gwałtownych opadów stwarzających zagrożenia powodziowe.

W efekcie nasz kraj jest zagrożony deficytem wody. Obecnie w Polsce na jednego mieszkańca przypada ok 1600 m³/rok wody, a w okresach suszy wskaźnik ten spada nawet poniżej 1000 m³/rok/osobę, podczas gdy dla porównania, na jednego mieszkańca Europy przypada średnio w ciągu roku ok 4500 m³, a na Ziemi ok 7300 m³.

Dziennik Gazeta Prawna, el

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze