Ceny prądu i gazu dobijają firmy. Olbrzymie podwyżki!

Izba Gospodarcza Północnej Wielkopolski wystosowała list otwarty do PGNiG, w którym pisze, że wiele firm otrzymało rachunki za gaz wyższe nawet o 500 proc. To spowoduje ich niewypłacalność i masowe bankructwa, a w konsekwencji wzrost bezrobocia.

Podwyżki są drastyczne. Grażyna Sobieraj, członkini izby i właścicielka firmy Grapil, płaciła 7 tysięcy zł miesięcznie. Obecnie to 38 tysięcy, a więc 500 proc. podwyżki. A to i tak nie najgorzej – jeden z jej kolegów dostał rachunek wyższy o kilkaset tysięcy złotych! To dla wielu firm niewyobrażalna podwyżka, a będzie ich jeszcze sporo. Wiele firm jeszcze nie dostało rachunków.

Przedsiębiorcom grozi niewypłacalność

W najgorszej sytuacji są ci, których produkcja jest oparta na gazie, ale ci, którzy produkują w oparciu o energię elektryczną, nie mają dużo lepiej – na przykład firmy krawieckie i hafciarskie. Chociaż rachunki za prąd jeszcze nie przyszły, to już wiadomo, że będą dużo wyższe. Tomasz Toboła, prezes zarządu Pil-Building, zwraca z kolei uwagę, że z powodu wzrostu cen nie ruszą zaplanowane inwestycje, bo firm zwyczajnie nie będzie na nie stać. Będzie dobrze, jeśli przetrwają.

Dlatego Izba Gospodarcza Północnej Wielkopolski zdecydowała się na napisanie listu otwartego do PGNiG, domagając się obniżek cen gazu, przesunięcia terminów spłat lub rozłożenia ich na raty – a także łatwiejszego kontaktu z biurem obsługi klienta, bo obecnie kontakt jest prawie niemożliwy. IGPW zwraca uwagę, że jeśli PGNiG nie podejmie wskazanych działań, to część przedsiębiorców stanie się niewypłacalna i upadnie, co będzie skutkować tym, że nie zapłaci za zużyty gaz.

Bezrobocie i upadek małych firm

Efektem takiej działalności PGNiG będzie – oprócz niezapłaconych rachunków za gaz – także szybki wzrost bezrobocia. Dlatego firmy, które są motorem napędowym gospodarki, powinny otrzymać większą systemową pomoc. Bo obniżka VAT na gaz czy ustalenie stałych taryf będą działać tylko przez kilka miesięcy. Dr Marek Gałązka, ekonomista z PUSS w Pile, nazwał to leczeniem objawowym zamiast leczeniem przyczyn. Uspokojenie sytuacji sprawi też, że firmy będą miały motywację, by przetrwać ten trudny rok, bo później ceny spadną.

Z danych IGPW wynika, że w najtrudniejszej sytuacji są najmniejsi przedsiębiorcy: lokalne piekarnie czy małe sklepy. Dlatego Grzegorz Marciniak, prezes izby, apeluje do wszystkich, by kupowali w tych małych sklepach i piekarniach, nawet jeśli bułki czy warzywa będą tam droższe. Bo to pozwoli im przetrwać trudną sytuację, której nie oni zawinili.

Źródło: asta24.pl