Boże Narodzenie na świecie

Mikołaj urzędujący na plaży w czerwonych kąpielówkach w Australii, tłuczenie naczyń w Meksyku czy nocne kolędowanie w Austrii – to tylko niektóre co ciekawsze sposoby świętowania Bożego Narodzenia na świecie.

To, że Australijczycy obchodzą Boże Narodzenie na plaży, w zasadzie nikogo nie powinno dziwić, bo końcu tam jest wtedy środek lata, więc gdzie iść, jak nie na plażę? I z tego też powodu wymagania wobec Świętego Mikołaja i świąt jako takich wyglądają tam nieco inaczej. Święty zamiast wielkiego brzucha i tradycyjnego futrzanego stroju (czerwonego z białą lamówką, jakby ktoś zapomniał) powinien mieć sportową, muskularną sylwetkę i czerwone, seksowne kąpielówki, a jedynym tradycyjnym elementem stroju jest okazała czerwona czapka.

Program jego wizyty wygląda tak: kiedy wszyscy Australijczycy są na plaży czekając na Świętego i umilając sobie czekanie tradycyjnymi świątecznymi piknikami, podczas których je się tradycyjne australijskie dnia: pieczonego indyka z owocami, ciastka z bakaliami i owocowe puddingi, on zakrada się do domów, podkłada prezenty pod choinki i dopiero wtedy przychodzi na plażę. Po co? Ano po to, żeby wziąć udział w tradycyjnych bożonarodzeniowych rozrywkach, takich jak surfowanie, pływanie motorówką czy jazdę na nartach wodnych.

Meksykanie uwielbiają świętować, a Boże Narodzenie jest po temu doskonałą okazją, dlatego imprezy świąteczne zaczynają się już dziewięć dni wcześniej. Pierwszym sygnałem, że nadchodzą święta, są grupy ludzi poprzebieranych za bogobojnych Żydów pod wodzą Józefa i Maryi – trochę to przypomina naszych zapustowych przebierańców.

Ci meksykańscy też chodzą od domu do domu, przypominając w ten sposób, jak Józef i Maryja szukali miejsca w gospodzie w Betlejem przed narodzeniem Jezusa. Ale ich inscenizacja nie zawiera elementu zdenerwowania brakiem noclegu czy zmęczenia długą drogą. Wręcz przeciwnie, przebierańcy śpiewają radosne pieśni i obdarowują prezentami przyjmujących ich gospodarzy, oczywiście licząc na wzajemność. Najwięcej podarków dostają jak zwykle dzieci, tyle że w wersji meksykańskiej nie jest łatwo je zdobyć i to wcale nie dlatego, że są schowane! Wszystkie wiszą sobie na widoku pod sufitem w specjalnych glinianych naczyniach zwanych piniatami, które trzeba stłuc, żeby się dostać do prezentu. Ale problem polega nie tylko na tym, że są wysoko – prezent jest tylko w jednym z nich. Pozostałe są pełne piasku lub mąki, które wysypują się na łowców prezentów ku uciesze obserwatorów.

Choć może trudno w to uwierzyć, Boże Narodzenie obchodzą także Hindusi i w dodatku jest to wielkie święto dla wszystkich bez względu na wyznawaną wiarę. Już dziesięć dni przed świętami zaczyna się prawdziwe szaleństwo sprzątania. Ci, którzy narzekają na polskie trzepanie dywanów i pastowanie podłóg – nie wiedzą, co mówią! Hindusi nie tylko sprzątają. Oni także malują domy, dekorują świątynie i całe ulice, a także malują lub sypią ze specjalnego piasku świąteczne wzory przed domami. Oczywiście na honorowym miejscu przed domem staje niezwykle ozdobna i kolorowa szopka.

Ogromną rolę w indyjskim świętowaniu odgrywa jedzenie, chociaż akurat w czasie Bożego Narodzenia nie je się innych dań niż podczas pozostałych świąt. Na pewno w każdym domu w tym czasie przygotowuje się specjalny deser przyrządzany z ryżu, mleka, cukru i bakalii. Z prezentami bywa różnie: czy domownicy je dostają czy nie – to już zależy o odrębnych tradycji każdej rodziny.

Chociaż wydawałoby się to takie oczywiste, to do Szwecji, do której w sumie ma najbliżej, Święty Mikołaj w ogóle nie zagląda. Zamiast niego w Wigilię w każdym domu zjawiają się… krasnoludki zwane Jultomte. To one chowają prezenty pod choinką. I to właśnie Wigilia jest najważniejszym dniem świąt.

Tego dnia cała rodzina je świąteczny obiad, który jednak nie jest postny – głównym daniem jest ogromna gotowana szynka. Ale ważniejszym daniem jest kasza z migdałami, bo znalezienie całego, nie rozpołowionego migdała w swojej porcji gwarantuje szczęście przez cały następny rok. Kto kiedykolwiek przygotowywał jakąś potrawę z migdałami wie, że one najczęściej rozpadają się na dwie połówki i znalezienie całego to prawdziwa rzadkość…
Pozostałe dni świąt spędza się tak jak u nas: je, śpiewa kolędy oraz odwiedza przyjaciół i rodzinę, chociaż ostatnio coraz modniejsze jest spędzanie tego czasu po prostu na nartach.

Święty Mikołaj nie dociera także do Islandii – tam prezenty w dzień Wigilii dostarczają “gwiazdkowi chłopcy”, bohaterowie islandzkich baśni. Są oni kimś pośrednim między krasnoludkami a gwiezdnymi duszkami. Sama Wigilia jest dość specyficzna i chyba mało kto z Polaków byłby w stanie przełknąć niektóre dania. Gęsta zupa mięsna, wędzona baranina i budyń z rodzynkami są jeszcze w porządku. Ale przegniłe mięso rekina, które po złowieniu zakopuje się w ziemi na dłuższy czas i podaje przy wielkich okazjach jest potrawą nie do przełknięcia przez nie – Islandczyków. Charakterystycznym elementem islandzkich świąt są wieńce z czterema świecami, które się zapala po kolei w każdą następną niedzielę adwentową.

Dla Francuza Boże Narodzenie oznacza oczywiście mnóstwo pysznego jedzenia i doskonałe wino. Ale tak naprawdę we Francji świętuje się tylko jeden dzień – 25 grudnia. Wtedy właśnie dla rodziny i przyjaciół przygotowuje się wspaniały obiad złożony ze specjalnych, świątecznych dań, a w każdym regionie je się co innego: w Alzacji popularna jest pieczona gęś podawana z kapustą, a w Burgundii – indyk. W Prowansji natomiast popularny jest dorsz z aioli i ślimakami, a na zakończenie tradycyjny wigilijny deser Les treize, składający się z owoców i orzechów: jabłek, gruszek, pomarańczy i granatów, orzechów laskowych i włoskich, fig, daktyli, pistacji i porzeczek. Później powinno się podać la pompe, czyli płaski słodki chlebek robiony z dodatkiem oliwy, wody pomarańczowej i cukru, który przed jedzeniem macza się w słodkim deserowym winie. Obowiązkowo wszyscy Francuzi w czasie świąt jedzą owoce morza pod różną postacią, na żadnym stole nie może zabraknąć ostryg.

Jeśli w rodzinie są dzieci, to dzień przed świętami muszą zostawić przy kominku swoje świeżo wypastowane buty, by Mikołaj włożył do nich prezenty.

W Austrii świętowanie rozpoczyna się od adwentowych jarmarków, na których robi się zakupy spożywcze i kupuje gwiazdkowe prezenty. Jednym z najbardziej znanych jest Wiener Adventzauber w Wiedniu, gdzie co roku stawia się około 150 straganów.

Niezbędnym elementem świąt jest choinka i ozdobne wieńce na drzwiach domów. Ważne są też prezenty, których jednak nie przynosi Święty Mikołaj, tylko Kristkindl, który symbolizuje Dzieciątko Jezus.

Dobra kuchnia również ma ogromne znaczenie. Podczas świąt Austriacy zajadają się więc smażonym i faszerowanym karpiem, który jest szczególnie popularny w Wiedniu, pieczoną kaczką ulubioną w Karyntii, a także linem i szczupakiem w migdałach. Do ulubionych przekąsek należą pieczone migdały, kasztany i kolorowo zdobione pierniki, często z owocowymi nadzieniami, popijane grzanym winem z korzeniami.

Jednak najważniejszym elementem obchodów Bożego Narodzenia jest wspólne śpiewanie kolęd przez całą wigilijną noc. I nic dziwnego: w końcu to tu, w Oberndorfie, wiosce koło Salzburga, w grudniu 1818 roku powstała jedna z najpiękniejszych kolęd świata – “Cicha noc”.

Na irlandzkim wigilijnym stole – bo Irlandczycy świętują Wigilię – królują dania z ryb i owoców morza. Najwięcej jest krewetek pod różną postacią, choć najpopularniejsza jest ta najprostsza, czyli smażone z masłem i czosnkiem. Mięso w postaci pieczeni, wędzonych szynk i kiełbas pojawia się po północy w towarzystwie sosu borówkowego.

Irlandzkie domy są w Boże Narodzenie rzęsiście oświetlone, by trafił do nich zbłąkany przechodzień, bo tego dnia nikt nie powinien być samotny. Tak jak w Polsce zostawia się dla niego nakrycie na stole i miskę wody, którą może w podzięce pobłogosławić dom na szczęście dla gospodarzy. Tradycją jest też, że w czasie świąt drzwi w każdym irlandzkim domu są otwarte.

Włosi zaczynają świętować Boże Narodzenie już 8 grudnia – wtedy właśnie ubierają choinki. Natomiast 24 grudnia jedzą uroczystą, rodzinną kolacją wigilijną, która podobnie jak w Polsce, jest postna. Je się ryby pieczone i smażone oraz warzywa, a rodzaj potraw zależy od regionu. Popularne są także owoce morza i dania z kasztanów. Po kolacji dzieci dostają prezenty, ale tylko słodycze i zabawki. Prawdziwym dniem prezentowym jest bowiem we Włoszech 6 stycznia, a podarki przynosi wróżka Befana. Kto był grzeczny, może liczyć na bogate dary, niegrzeczni mogą dostać kawałek węgla. Po kolacji wigilijnej wszyscy idą na pasterkę, a po niej otwiera się butelkę wina lub szampana.

Pierwszy i drugi dzień świąt to już dania mięsne, bardzo często podawany jest pieczony indyk i rosół. Włosi także odwiedzają się nawzajem, a tradycyjnym prezentem jest panettone lub pandoro, czyli świąteczna babka z bakaliami, przypominająca nieco w smaku nasz keks. Przed świętami można zobaczyć we włoskich cukierniach dziesiątki takich ciast, większych i mniejszych, a wszystkie już opakowane w ozdobne kartonowe pudełka, w których łatwo je przenosić. Włosi zajadają się także czekoladą, nugatami oraz wszelkiego rodzaju słodyczami z migdałów, orzechów i kasztanów.

A ponieważ to Włochy, musi być też dużo muzyki. W tym czasie masowo organizuje się koncerty muzyki świątecznej, a na ulicach i placach występują zespoły “zampognari”, czyli muzykantów w strojach ludowych. Niegdyś tylko oni mieli prawo występowania podczas świąt na ulicach.

Tradycyjnym elementem Bożego Narodzenia we Włoszech są szopki, które chodzi się oglądać w kościołach podczas świąt. Ta najsłynniejsza staje co roku na Placu Hiszpańskim w Rzymie, a najdłuższa, licząca 10 metrów, w Predappio.

Szopki to nie jedyne włoskie dekoracje, które zasługują na uwagę. Miasta i wsie są ozdobione setkami światełek i świetlnych girland, wszędzie stoją piękne choinki, nie brakuje też dodatkowych atrakcji dla dzieci, jak lodowiska i stragany ze słodyczami. Warto odwiedzić Włochy w tym czasie.

el

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze