Wielkopolska: Pasażerowie jechali pociągiem z Poznania do Kalisza 8 godzin!

fot. L. Łada (zdjęcie ilustracyjne)

Wyjechali z Poznania tuż po 17.00, a na miejsce, do Kalisza, dotarli około 1.00 w nocy, w dodatku z przesiadką w Jarocinie. Bez jedzenia, bez wody i w zasadzie bez informacji. Tak opisują swoją podróż pasażerowie pociągu „Calisia”.

Ten wyjątkowo pechowy kurs miał miejsce 6 września. Jak opisuje relację pasażerów Radio Poznań, pociąg wyjechał zgodnie z rozkładem, ale już na stacji Gądki stanął z powodu awarii. I stał tak sześć godzin. Ludzie w pociągu nie otrzymali żadnych informacji, co się dzieje i kiedy pociąg ruszy, a wśród pasażerów były osoby po chemioterapii. Nie wiedzieli, czy powinni wysiąść i szukać innego transportu, czy czekać, aż ich pociąg ruszy.

W końcu udało im się znaleźć kierownika pociągu, ale ten niczego nie wyjaśnił, ponieważ sam nie wiedział. Zapewnił, że zgłosił sprawę do dyspozytora, ale nic mu nie wiadomo ani o transporcie zastępczym, ani o napojach czy czymś do jedzenia dla pasażerów. W pociągu nie było Warsu ani nawet wózka z napojami. Wobec tego część pasażerów zrezygnowała z dalszej podróży, a część zdecydowała się czekać dalej.

Ostatecznie awarię po sześciu godzinach usunięto i pociąg ruszył, docierając do Jarocina dopiero około północy. Tam pasażerowie musieli wysiąść i czekać na pociąg do Kalisza, co w środku nocy nie było niczym przyjemnym. W dodatku w nocy było już zimno, a wiele osób, nie przewidując, że spędzą połowę nocy w pociągu, a nie we własnych łóżkach, nie miał cieplejszych okryć i trzęsło się z zimna.

Pasażerowie ostatecznie dotarli do Kalisza po 1.00 nad ranem. Jechali 8 godzin.

To nie pierwsza tak dramatyczna historia dotycząca jakości usług PKP, chociaż dotąd pasażerowie najczęściej narzekali na pociągi na trasach z Poznania do Szczecina i z Poznania do Warszawy. Wyłączenia prądu w środku pola, brak komunikacji zastępczej czy jazda z prędkością 15 km na godzinę – takie historie zdarzają się ostatnio wyjątkowo często. PKP tłumaczy je remontami na trasach, awariami systemu sterowania ruchem i wieloma innymi przyczynami. Jednak tak jak trudno się denerwować na popsuty pociąg, bo to się zawsze może zdarzyć – tak trudno nie mieć pretensji o to, że przez 6 godzin nikt nie umiał nie tylko rozwiązać tego problemu, ale choćby przeprosić pasażerów i zapewnić im napoje lub jedzenie.

Podziel się: