demonstracja Solidarni z Afgańczykami fot. L. Łada

Poznań. Solidarni z uchodźcami: “otwórzcie serca! Otwórzcie granice!”

Kilkadziesiąt osób zebrało się dziś przed Starym Marychem, by okazać dziś swoją solidarność z uchodźcami z Afganistanu, którzy koczują na granicy polsko-białoruskiej. Żądali wpuszczenia ich do Polski i zapewnienia pomocy zgodnie z Konwencją Genewską podpisana przez Polskę.

Jeden z mówców, Kuba, przypomniał historię drugiej wojny światowej, której nikt z obecnych nie pamięta, ale znają ją z opowieści dziadków i pradziadków. Oni wtedy też musieli uciekać z domów, cierpieli głód i byli zabijani przez wrogów.
– W tych uchodźcach powinniście zobaczyć swoje babcie i swoich dziadków, a nie jakieś odczłowieczone kreatury, które pokazują nam media – podsumował. I poradził wszystkim tym, którzy proponują zwolennikom przyjęcia uchodźców, by wzięli takich do domów, żeby sobie przypomnieli, że Polska podpisała Konwencję Genewską, a więc przyjęcie ich to nasz obowiązek zgodnie z nią. Nie mówiąc już o moralnym obowiązku pomocy bliźniemu, jak to nakazuje religia katolicka, podobno wyznawana przez większość Polaków.

– Jestem mieszkanką planety Ziemia i uważam, że to wystarczające kwalifikacje, by wypowiadać się o tym, co rozdziera mi serce i nie daje spać. Przyszłam tu, żeby powiedzieć, że to się nie dzieje w moim imieniu – mówiła kolejna mówczyni, mając na myśli trzymanie afgańskich uchodźców na polsko-białoruskiej granicy.

Kolejna osoba przypomniała, że na granicy litewskiej przebywa około tysięcy uchodźców z Iraku i Afganistanu w bardzo różnych warunkach i nie zawsze w bezpiecznych warunkach, ponieważ zjeżdżają się tam też litewscy nacjonaliści. Odpychanie uchodźców od granicy jest praktyką nielegalną – Konwencja Genewska nakazuje okazać im pomoc, mają do niej prawo.
– Na polsko-białoruskiej granicy znajduje się obecnie grupa 23 osób, w tym 15-letnie dziecko – mówiła. – Wszystkie proszą od 12 dni o ochronę międzynarodową. Również w języku angielskim.

Dzięki fundacji “Ocalenie” udało się zapewnić tym ludziom pomoc prawną, posłowie odebrali od nich podpisane pełnomocnictwa. Jednak nadal problemem jest agresywne zachowanie funkcjonariuszy straży granicznej. Wczoraj do granicy dotarła dziesięcioletnia dziewczynka, która dowiedziała się z telewizji o uchodźcach i o tym, że są głodni. Postanowiła ich więc nakarmić. Straż graniczna nie pozwoliła jej jednak przekazać paczki z żywnością.
– Pojawił się natomiast lider narodowców Bąkiewicz nawołując do budowy muru i obiecał sołtysowi pomoc przed nachodźcami, by w ten sposób jeszcze bardziej odczłowieczyć osoby potrzebujące pomocy – mówiła protestująca. – To nie są nachodźcy! To są osoby ze swoimi lękami, historią, rodzinami i marzeniami.

Zdaniem kolejnego mówcy, Michała Kucharskiego, pole do popisu mają tu samorządy.
– Bardzo mi się nie podoba, kiedy słyszę, że prezydent Poznania chce przyjąć uchodźców, ale tylko i wyłącznie wtedy, jeśli rząd zgodni się na ich przybycie – mówił. – Miasto jako takie ma duże możliwości działania w granicach prawa. Tu jest przykład Opola, które przyjmuje 13-osobową rodzinę jednego z pracowników Uniwersytetu Opolskiego, ona zostanie przywieziona przez polskie samoloty. Możemy działać i musimy działać, musimy wymuszać działania na politykach, to jest nasza odpowiedzialność i nasza możliwość.

Głos zabrała też Aleksandra Banasiak, bohaterka Poznańskiego Czerwca. Przypomniała, jak pomagała opatrywać rannych powstańców i zbierać zabitych spod kul. Opowiadała, jak matka Romka Strzałkowskiego znalazła w kostnicy ciało swojego synka, jak dziewczyna w ósmym miesiącu ciąży – swojego przyszłego męża.
– Był czwartek, a oni w sobotę mieli brać ślub – opowiadała. – To nie do opisania, co oni przeżywali,jak reagowali i nikomu nie życzę, by przeżywał coś takiego. Dlatego ciągle musimy walczyć, by nikt nie musiał tego przeżywać. I dlatego jestem tutaj, bo ciągle jeszcze ta walka trwa.

Nie dla wszystkich jednak, jak się okazuje, było to jasne, że można porównać walkę poznaniaków o wolność w 1956 roku i walkę. Zarzuciła to pani Aleksandrze jedna z przechodzących kobiet, pytając, co to ma wspólnego.

– My pani powiemy, co to ma wspólnego – odpowiedziała za panią Aleksandrę Katarzyna Czarnota z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, też obecna na demonstracji. – Romek Strzałkowski także był dzieckiem, ofiarą reżimu, tak jak te dzieci, które są na granicach codziennie! To jest wspólne!

Za wsparcie i za pomoc podziękował zebranym Afgańczyk, Ajmal Tabibi, który studiuje w Poznaniu.
– Miałem nadzieję, że po studiach wrócę do Afganistanu, będę tam pracował, rozwijał swój kraj – opowiadał. – Ale to, co się dzieje, jest straszne. Płaczę codziennie, bo cała moja rodzina mieszka w Kabulu, tylko ja jestem tutaj. To był szok dla nas. Talibowie nie mają serca i nie maja religii. Oni nie są muzułmanami! Ja jestem muzułmaninem i szanuję kobietę, każdego człowieka. Nie jest ważne, jaką religię kto wyznaje i skąd jest. Najważniejszy jest człowiek i to, co ma w sercu!

Otwórzmy serce! Otwórzmy granice! – takim okrzykiem zakończyła się dzisiejsza demonstracja. I to chyba jej najlepsze podsumowanie.

2.6 5 votes
Oceń artykuł
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze