Poznań: Ostatni i magiczny dzień Ethno Portu

Niewiarygodni Cimbalom Brothers z Węgier, koreański zespół The Sero, zachwycający egzotyką i profesjonalizmem oraz na zakończenie również egzotyczny, ale wspaniały duet Justin Adams i Mauro Durante. Tak wyglądał ostatni już niestety dzień festiwalu Ethno Port Poznań 2021.

Było to mocne zakończenie równie mocnego festiwalu – bo w tym roku w programie Ethno Portu po prostu nie było słabych punktów. Nawet jeśli były punkty mniej zrozumiałe czy mniej trafiające w gust konkretnego odbiorcy, to i tak nie sposób było się nie zachwycić profesjonalizmem i pasją wykonawców.

Cimbalom Brothers dali wirtuozerski i oszałamiający popis gry na cymbałach. I pełnej ognia niesamowitej energii: przez trzy czwarte koncertu nie sposób było nawet nadążyć wzrokiem za ruchem pałeczek! Bracia wykazali się też niesamowitym poczuciem humoru – kto nie słyszał mistrzowskiego wykonania szlagieru “Ta ostatnia niedziela” Mieczysława Fogga na cymbałach w rytmie czardasza – niczego nie słyszał!

Wirtuozeria i zachwycająca lekkość, z jaką żonglowali stylami i rytmami czterej muzycy, była niewiarygodna, niesamowity muzyczny dialog, jaki prowadzili na cymbałach nie mógł nie zachwycić. Taki był zresztą cel tego koncertu: pokazanie niesamowitych możliwości cymbałów, węgierskiej muzyki i oczarowanie tym wszystkim, co udało się w jakichś dwustu procentach. Nic też dziwnego, że publiczność dziękowała im owacjami na stojąca i za nic nie chciała wypuścić ze sceny. Udało im się uciec dopiero po dwóch bisach, a i to tylko dlatego, że zbliżał się kolejny koncert…

Czwórka koreańskich muzyków z zespołu The Sero wprowadziła widzów w zupełnie inny klimat z pomocą tradycyjnych instrumentów takich jak ajaeng i gayageum. przed koncertem zapowiadający go Maciej Rychły popracował wraz z publicznością nad wymową ich nazw – poszło łatwo, bo to w końcu ethnoportowa publiczność…

To był koncert znacznie trudniejszy i bardziej egzotyczny, bo widzowie usłyszeli fragmenty koreańskiej opery, opowiadającej o jednej z narodowych bohaterek, którą za wielkie serce nagrodzili bogowie przywracając wzrok jej niewidomemu ojcu, a ją samą czyniąc boginią. Muzyka operowa nawet w wersji nam bliskiej, czyli europejskiej nie należy do łatwych i popularnych – a co dopiero w wersji koreańskiej, operującej przecież odmienną skalą muzyczną, pentatoniczną, i odmienną wrażliwością.

Jednak okazało się, że to wszystko nie jest absolutnie żadną przeszkodą: bogactwo muzyczne i niesamowita subtelność tego koncertu musiały zachwycić, a odmienna stylistyka i wrażliwość tylko dodawały mu uroku. Kto jednak doszedł do wniosku, że koreańska opera nie jest dla niego – i tak musiał się zachwycić profesjonalizmem muzyków i ich niesamowitymi umiejętnościami gry na ajaeng i gayageum oraz śpiewem i niesamowitą ekspresją solistki. To było fascynujące doznanie artystyczne.

Ostatnim koncertem festiwalu był występ niezwykłego duetu: Justin Adams, gitara, oraz Mauro Durante, skrzypce i instrumenty perkusyjne. Oszczędne instrumentarium mogło nieco rozczarować po rozmachu występu The Sero – przy czym rozczarowani mogli się czuć ci, którzy nie słyszeli żadnego z tych muzyków podczas ich poprzednich pobytów na Ethno Porcie, bo ci, którzy słyszeli, wiedzieli, czego się spodziewać. A pozostałym rozczarowanie minęło, gdy tylko muzycy zaczęli grać…

To było niesamowite i na pozór kompletnie niepasujące zestawienie: Justin Adams i jego gitara, z jego charakterystycznym, bardzo brytyjskim stylem, nasuwającym odległe skojarzenia z Markiem Knopflerem, a do tego Mauro Durante, którego gra na skrzypcach i śpiew są bardzo mocno osadzone we włoskiej ludowej tradycji muzycznej.

Ale podczas koncertu okazało się, że zestawienie rockowych gitarowych riffów według najlepszej brytyjskiej tradycji i typowej tarantelli na skrzypce i głos daje fantastyczne efekty. Powstała z tego porywająca, chwilami dzika całość, pozwalająca jednocześnie w pełni docenić mistrzostwo obu muzyków i ich niesamowitą kreatywność. Wariacje tarantelli z regionu Salerno na gitarę elektryczną były po prostu niesamowite.

Okazało się zresztą podczas tego koncertu, że nie tylko publiczność kocha Etno Port za wyjątkową atmosferę. Muzycy również doceniają ten unikatowy klimat.
– Jak dobrze znów tu być po tych wszystkich latach – powiedział wczoraj z autentyczną radością Justin Adams.

Publiczność była tego samego zdania i dziękowała jemu i Mauro Durante za wspaniały koncert długimi oklaskami, które nie chciały się zakończyć. I to chyba najlepsze podsumowanie tegorocznej edycji festiwalu, który, ku ogromnego żalowi tak widzów, jak wykonawców oraz przeciągania koncertów tak długo, jak się dało – jednak się zakończył.

5 1 vote
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze