Koronawirus fot. pixabay

Poznań: Kwarantanna do… nieskończoności

Pan Juliusz 13 marca przyleciał do Poznania z Węgier. I od tego czasu, jak poinformowała go Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna, ma przebywać na kwarantannie. Jak długo? Nie wiadomo. Dlaczego? Też nie wiadomo.

Sprawę opisało Radio RMF FM, z którym pan Juliusz Tomaszewski skontaktował się po trzytygodniowym bezskutecznym oczekiwaniu na wyjaśnienie sprawy. Otóż po przylocie okazało się, że pan Juliusz leciał tym samym samolotem, co hiszpański student, u którego stwierdzono zakażenie koronawirusem. Wiedział więc, że czeka go kwarantanna – co prawda czekała go i tak, ale obecność w samolocie osoby zakażonej sprawiała, że pan Juliusz i jego bliscy bardzo uważnie obserwowali, czy nie występują u nich objawy choroby. Zwłaszcza że sanepid skontaktował się z nim dopiero po tygodniu pobytu w domu…

Objawy choroby nie wystąpiły i pan Juliusz już zaczął szykować się do pracy, gdy w ostatnim dniu kwarantanny zadzwoniono do niego z z sanepidu z informacją, że kwarantanna zostaje przedłużona. Na jak długo? No cóż, dopóki test na koronawirusa nie da negatywnego wyniku, to oczywiste. Dowcip jednak polegał na tym, że takiego testu nikt u pana Juliusza ani jego bliskich nie przeprowadził. Nikt też nie umiał mu powiedzieć, czy w ogóle zamierza test przeprowadzić, a jeśli tak – to kiedy. Rodzina ma czekać na kontakt.

Jednak po czterech dniach wszyscy zaczęli się denerwować: czuja się dobrze, minęły już trzy tygodnie od powrotu z Węgier, a oni nadal nie mogą iść do pracy. Pracodawcy zaczęli patrzeć na nich podejrzliwie – no bo żadne z nich przecież nie miało żadnego zaświadczenia z PSSE o konieczności przedłużenia kwarantanny. Odpowiedniej adnotacji nie było też w systemie EWUŚ. No bo jak, skoro żadnego kontaktu nie było? Nie odwiedzała ich już nawet policja – ostatnie sprawdzenie, czy wszyscy siedzą w domu, miało miejsce 26 marca.

Pan Juliusz zasiadł do telefonu i próbował dodzwonić się do PSSE, żeby się czegoś dowiedzieć, Po 18 telefonach i 4 godzinach wiedział dokładnie tyle samo: że ma wyznaczoną bezterminową kwarantannę, a dlaczego – nikt mu nie umiał powiedzieć. Czy ktoś wykona mu testy? Też nie wiadomo. Student, koło którego siedział w samolocie, zdążył wyzdrowieć, jego sąsiadom z akademika skończyła się kwarantanna, bo im akurat wykonano testy i wyszły ujemne – a pan Juliusz nadal czekał.

Ostatecznie jednak dzięki interwencji mediów przedstawiciele PSSE skontaktowali się z panem Juliuszem i zapowiedzieli, że jeśli do dziś nie pojawi się u niego karetka po wymaz – to w sobotę może normalnie wyjść z domu, bo zakończył kwarantannę.

el

1
Dodaj komentarz

avatar
kon
kon

absurd goni absurd