Franciszek Sterczewski fot. L. Łada

Poseł Sterczewski: “Antyuchodźcza propaganda PiS, którą znamy od 2015 r., musi spotkać się z silną odpowiedzią”

Od prawie dwóch tygodni na polsko-białoruskiej granicy koczują uchodźcy, także z Afganistanu. I do dwóch tygodni rząd nie podejmuje żadnych działań, by rozwiązać ten problem. O pomoc dla uchodźców apelują posłowie, teraz dołączyli się polscy biskupi.

Opinia publiczna jest bombardowana sprzecznymi informacjami, bo straż graniczna nie dopuszcza nikogo do tych ludzi, mimo że oficjalnie, jako uchodźcy, poprosili o pomoc i zgodnie z Konwencją Genewską powinni ją otrzymać. Tymczasem nadal są trzymani na skrawku ziemi – straż graniczna twierdzi, że to nie jest terytorium Polski, posłowie, którzy tam pojechali z pomocą humanitarną, są innego zdania. Strażnicy uniemożliwiają przekazanie im żywności, namiotów czy śpiworów czy artykułów higienicznych, nie pozwalają oddalać się z tych kilkunastu metrów, na których przesiadują, nawet z powodu potrzeby fizjologicznej.

Czy trzydzieścioro głodnych i osłabionych uchodźców stanowi aż takie zagrożenie dla Polski?
Zdaniem premiera Mateusza Morawieckiego – tak. “Ani Komisja Europejska, ani ja, nie mamy wątpliwości, że to zaplanowana akcja reżimu Aleksandra Łukaszenki, Są na to dowody” – napisał w oświadczeniu wydanym wieczorem 20 sierpnia. I nazwał tych posłów, którzy próbują przekazać uchodźcom coś do jedzenia, “nieodpowiedzialnymi”.

Tymczasem nikt nie neguje tego, że reżim naszego wschodnie sąsiada nie stoi za obecnością tej grupy na polskiej granicy. Ale nawet jeśli Łukaszenka rzeczywiście wykorzystał w ten sposób niedolę ludzi uciekających przed wojną – to czy mają oni przy granicy z Polska umrzeć z głosu albo chorób? Bo lekarzowi z apteczką także straż graniczna nie pozwoliła do nich podejść, jak informuje Onet.pl. “To zakrawa na formę tortur” – mówi cytowany przez portal Tomasz Kołodziej z Fundacji Ocalenie. Ma na myśli nie tylko blokadę żywności i pomocy medycznej, ale także utrudnianie potrzeb fizjologicznych, a kilka dni temu – włączanie silników samochodów, by zagłuszyć próby porozumienia się uchodźców z prawnikami stojącymi po polskiej stronie, którzy będą ich reprezentować podczas starań o azyl.

Przeciwko polityce rządu trzymającego uchodźców na granicy zorganizowano szereg demonstracji w całym kraju. Podejściem premiera są oburzeni także parlamentarzyści.
“Antyuchodźcza propaganda PiS, którą znamy od 2015 r., musi spotkać się z silną odpowiedzią” – napisał poseł Franciszek Sterczewski w mediach społecznościowych. – “Ludzie uciekający przed wojną zasługują na naszą solidarność. Każdą osobę należy przyjąć chlebem i solą oraz ustalić, jakiej pomocy potrzebuje. Nikt nie jest nielegalny. Nie bądźmy obojętni”.

Stanowisko w tej sprawie zajął także Kościół katolicki. “Gościnność względem obcego jest jednym ze wyznaczników naszej wiary” – napisał dziś w specjalnym oświadczeniu bp Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji i Pielgrzymek. – “Humanitarna i ewangeliczna reakcja na problemy związane z migrantami i uchodźcami nie może być nigdy ograniczana czy zawieszana przez jakąkolwiek jurysdykcję”. W dokumencie czytamy także o przekonaniu, że “odpowiedzialni za przestrzeganie prawa będą w pełni respektować międzynarodowe zobowiązania wobec osób poszukujących ochrony, w tym również prawa do złożenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej”. Jest tam także przypomnienie tego, że obowiązkiem chrześcijan jest “rozpoznać i przyjąć Chrystusa w przybyszu”, a podsycanie niechęci i wrogości wobec osób znajdujących się w dramatycznym położeniu “jest działaniem niegodziwym”.

Biskup Zadarko przyznaje, że w takich sytuacjach trzeba wziąć pod uwagę złożoność uwarunkowań geopolitycznych i zbadać, czy uchodźcy uciekają z powodu wojny lub prześladowań – czy też wyjeżdżają po to, by poprawić swoją sytuację materialną. jednak mimo to “dramaty ludzkie nie mogą stać się instrumentem do budzenia ksenofobicznych nastrojów, zwłaszcza budzonych w imię fałszywie rozumianego patriotyzmu, który poniża ludzi przybywających z innego regionu świata, innej kultury lub religii” – czytamy w dokumencie.

Warto przy tej okazji przypomnieć, jak na to już niejednokrotnie zwracali uwagę posłowie, że mamy w Polsce kosztujące majątek specjalne służby, właśnie po to, by badały takie osoby i sprawdzały, czy są to prawdziwi uchodźcy – czy też emigranci ekonomiczni, szpiedzy talibów czy terroryści. Dwa tygodnie to dość, by wykluczyć przynajmniej niektóre z możliwości. Skoro więc służby specjalne dotąd nie poinformowały o żadnym zagrożeniu ze strony tej grupy, to znaczy, że najwyraźniej go nie ma i można tym ludziom pomóc zgodnie z obowiązującym nas prawem międzynarodowym.

Bo trudno sobie w normalnym państwie wyobrazić sytuację, że grupa potencjalnych terrorystów koczuje przy granicy państwa, a służby specjalne przez dwa tygodnie nie zbadały, czy jej obecność nie stanowi stanowi jakiegokolwiek zagrożenia…

2.3 4 votes
Oceń artykuł
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze