Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły okres zagrożenia rynku mocy. Po raz pierwszy!

fot. pixabay (zdjęcie ilustracyjne)

PSE ogłosiły okres zagrożenia 23 września od godziny 19.00 do 21.00. Ogłoszenie go nie oznacza, że energii zabraknie indywidualnym odbiorcom. To sygnał dla elektrowni, by były w gotowości, ponieważ rezerwa mocy jest bardzo niska.

Jak informuje Business Insider Polska, choć okres zagrożenia mocy nie oznacza kłopotów dla odbiorców końcowych, czyli gospodarstw domowych, to jest dowodem na to, że sytuacja w polskiej energetyce jest trudna. Ten termin bowiem to informacja dla elektrowni, które mają podpisane umowy mocowe. Muszą być w gotowości i na sygnał operatora dostarczyć żądaną moc, ponieważ rezerwy skurczyły się tak bardzo, że istnieje zagrożenie dostaw energii dla odbiorców końcowych. W gotowości są też przedsiębiorstwa, które podpisały umowy mocowe – one w razie konieczności i na sygnał operatora będą musiały zredukować pobór energii.

Co takiego wydarzyło się 23 września, że PSE ogłosiły okres zagrożenia rynku mocy? Według Business Insider Polska sporo elektrowni już kolejny raz zgłosiło częściowe ubytki mocy albo z powodu awarii, albo z powodu oszczędzania węgla na zimę. Tej luki nie zapełnią wiatraki, które nie są w stanie wyprodukować wystarczającej ilości energii, ponieważ mamy ostatnio raczej bezwietrzne dni. Tymczasem PSE codziennie muszą mieć w zapasie około 9 proc. planowanego zapotrzebowania na moc w kraju. Gdy jest mniej – mamy do czynienia z zagrożeniem rynku mocy.

Sytuacja jest poważna, ale to nie znaczy, że musimy się obawiać masowych wyłączeń prądu w gospodarstwach domowych. PSE mogą skorzystać z innych narzędzi ratunkowych, a mają ich naprawdę dużo. Najpierw uruchamiają te elektrownie, które są wyłączone i pozostają w tzw. rezerwie zimnej, mogą także zwiększyć moc tych, które już pracują – to tzw. rezerwa wirująca.

W następnej kolejności są elektrownie wodne szczytowo-pompowe, które pracują jak magazyny energii i mogą magazynować energię w czasie nadprodukcji, by wykorzystać ją, gdy jej brakuje. Dalej są ci wytwórcy prądu, którzy otrzymują wynagrodzenie za samą gotowość do produkcji, bo to oni muszą dostarczyć odpowiednia ilość energii w sytuacji zagrożenia. Jak zauważą BIP, minusem tego rozwiązania jest fakt, że od momentu zgłoszenia potrzeby produkcji do momentu przesyłu energii mija co najmniej 8 godzin. To oznacza, że w sytuacjach nagłych ci dostawcy nie pomogą, a przynajmniej nie tak od razu.

Wyłączanie prądu w domach zwykłych znajduje się na samym końcu tej listy.