Lubiąż - klasztor - opactwo cystersów fot. Sławek Wąchała

Magia Opactwa Cystersów w Lubiążu

Jest największym opactwem cysterskim i drugim co do wielkości obiektem sakralnym na świecie (po hiszpańskim Escurialu). Jest także, i to od razu rzuca się w oczy, arcydziełem śląskiego baroku.

Sam Lubiąż, który stał się słynny głównie dzięki klasztorowi, powstał jako osada przy przeprawie przez Odrę, w województwie dolnośląskim, w gminie Wołów. Teraz jest wsią, ale w latach 1249–1844 był miastem, co widać w jego zabudowie. Co prawda nie dorównuje urokowi klasztoru, ale po pierwsze jemu mało co dorównuje, a po drugie warto sobie obejrzeć Lubiąż właśnie jako chwilę oddechu po monumentalnej i niezwykle bogatej architekturze klasztoru.

Historia klasztoru w Lubiążu zaczęła się w 1163 roku, gdy śląski książę Bolesław Wysoki osadził w nim cystersów z Turyngii. To był pierwszy cysterski klasztor na Śląsku. Książę nadał mu liczne włości, za nim poszli jego wielmoże i w ciągu stuleci klasztor stał się jednym z największych i najbogatszych posiadaczy ziemskich na Śląsku. W podziemiach klasztoru chowano Piastów śląskich, a ich mumie – niestety, nie wszystkie – znajdują się tam do dziś.

Klasztoru nie omijały wojny i powstania – palono go i grabiono w czasie wojen husyckich, upadek klasztoru przypieczętowała reformacja, a skarby pozostałe po dawnej świetności, jak choćby bibliotekę, rozkradziono w czasie wojny trzydziestoletniej.

Jednak to właśnie tej grabieży zawdzięczamy powstanie tego, czym się dziś wszyscy zachwycają – klasztoru w stylu śląskiego baroku. Jego ojcem był – nomen omen – opat Arnold Freiberg, który w 1649 roku przeprowadził reformę finansów i majętności klasztoru, a potem rozpoczął odbudowę całego kompleksu. Gdy budynki ponownie wyglądały jak nowe, do Lubiąża przyjechał czołowy śląski malarz barokowy Michał Willmann, który mieszkał i malował klasztor do końca swojego życia.

Wielu wybitnych twórców tamtego czasu miało swój udział w przywracaniu świetności klasztorowi. Trzeba tu wspomnieć Mathiasa Steina, Felixa Antona Schefflera, Christiana Bentuma czy Franza Mangoldta. Ich monumentalne dzieła do dziś budzą zachwyt i oszołomienie skalą przedsięwzięcia. Warto wspomnieć, że choćby powierzchnia klasztornych dachów zajmuje prawie 3 ha, okien jest ponad 600, a długość fasady liczy sobie 223 metry i jest to – oczywiście! – najdłuższa barokowa fasada w Europie.

Klasztor szczęśliwie przetrwał pierwszą wojnę światową, całkiem nieźle radził sobie podczas drugiej – przebywali tu wówczas internowani obywatele Luksemburga. Ale w 1945 roku został zdewastowany przez Rosjan, którzy widząc bogate freski i wyposażenie wnętrze zdemolowali go szukając skarbów – ale nie tych sztuki, tylko złota i srebra. Zniszczyli także trumny Piastów śląskich, a naukowcy podejrzewają, że ukradli insygnia władzy, czyli jabłka, berła i miecze.

Gdy Rosjanie się wyprowadzili, klasztor pełnił funkcję magazynów zbiorów muzealnych. Niestety, do jego stanu nie przywiązywano zbytniej wagi – w końcu to był tylko magazyny, w dodatku byłe budynki sakralne w socjalistycznej Polsce – więc budynki z czasem zaczęły niszczeć. Swoje dołożyły… służby specjalne PRL, które szukały tu skarbów, a konkretnie słynnego złota Wrocławia.

Prace renowacyjne przy obiekcie rozpoczęły się dopiero w 1989 roku, głównie dzięki staraniom wrocławskiej Fundacji Lubiąż, i teraz klasztor wygląda już prawie jak za czasów opata Freiberga.

W skład zespołu klasztornego obecnie wchodzą: bazylika Wniebowzięcia NMP z lat 1307–1340, główny budynek klasztorny, pałac opatów (XVII / XVIII w.), kościół św. Jakuba oraz zabudowania gospodarcze.

el

4.3 7 votes
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze