Łupienie przedsiębiorców i sabotaż gospodarczy. Politycy PO ostro o podwyżkach cen prądu i gazu

Mariusz Wiśniewski, Jakub Rutnicki 2fot. L. Łada

Podwyżki cen gazu i prądu już dały się we znaki – jednak zdaniem posłów Rafała Grupińskiego i Jakuba Rutnickiego oraz Mariusza Wiśniewskiego, zastępcy prezydenta Poznania, kłopoty dopiero się zaczynają. Wkrótce zaczną padać firmy i ludzie zostaną bez pracy.

Poseł Rafał Grupiński zwrócił uwagę, że tak drastyczny wzrost cen energii mocno utrudni rozliczenie budżetów samorządowych, a koszty społeczne tego zamieszania będą ogromne.
– Przypomnę, że jako Koalicja Obywatelska złożyliśmy projekt ustawy, który naprawia błędy związane z naliczaniem kosztów energii, szczególnie jeśli chodzi o spółdzielnie mieszkaniowe czy wspólnoty mieszkaniowe – mówił poseł. – Ale sprawdzałem jeszcze przed chwilą, że pani marszałek jeszcze nie nadała druku naszemu projektowi ustawy, który miał tę kwestię naprawić. Niestety, jak widać rządzący Polską PiS nie zamierza nic dobrego zrobić. Jak na razie zapowiada tylko jakieś korekty z których, obawiam się, mogą wyniknąć kolejne błędy, jak dotąd.

Poseł Jakub Rutnicki bezpardonowo nazwał podwyżkę cen gazu o 700 proc., bo taką dostały firmy w Wielkopolsce „łupieniem przedsiębiorców”.
– Mamy do czynienia z sabotażem gospodarczym ze strony PGNiG – mówił. – Konkretny przykład to powiat grodziski, gdzie mamy kilka firm, w których podwyżka wyniosła 700 proc. To jest gaz dostarczany przez PGNiG, ale to jest gaz pochodzący z wielkopolskiej kopalni, a więc nie powinien podlegać wahaniom cen światowych, bo przecież ten gaz jest 15 km od ich firm! To jest zagłada.

Zagrożone są tysiące miejsc pracy – poseł wyliczył kilka przykładów: firma Jantex zatrudnia 150 osób, Agrofirma Rakoniewice – zatrudnia 800 osób. Wszystkie te firmy prowadzą rozmowy i zawierają kontrakty na kilka lat naprzód, w których nie uwzględniły, bo nie były w stanie przecież tego przewidzieć, tak horrendalnych cen gazu. Teraz nie są w stanie już zmienić swoich cen i w wielu przypadkach będą musieli dopłacać do interesu – o ile będą mieli z czego.
– To jest łupienie przedsiębiorców – podsumowuje poseł Rutnicki. – Oni zapowiedzieli, że jeśli będą musieli takie rachunki musieli zapłacić, to jest miesiąc dwa i decyzja dotycząca zamknięcia działalności.

Poseł rozmawiał też z przedstawicielami spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych. Wszyscy złożyli wnioski do Urzędu Regulacji Cen o obniżenie stawek opłat za gaz, bo przecież nie są przedsiębiorcami, ale dotąd nie zostały one uwzględnione. I koszt czynszu 50-metrowego mieszkania z 850 zł może skoczyć na 1300 zł.

Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta, zwrócił z kolei uwagę na to, co oznaczają podwyżki kosztów energii dla szkół, żłobków, przedszkoli, domów pomocy społecznej czy innych obiektów użyteczności publicznej.
– Koszty energii Zespołu Szkół Szkolno-Przedszkolnych nr 4 w Poznaniu wynosiły 21 tys. zł, po podwyżkach wzrośnie o 67 proc., to będzie 35 tys. zł – wyliczał. I tak jest w całym Poznaniu. A do tego są jeszcze obiekty ogrzewane gazem. Nie powinno się traktować obiektów takich jak szkoły czy żłobki, szpitale czy innych obiektów użyteczności publicznej jak podmiotów komercyjnych. Firma komercyjna ma jeszcze jakieś pole manewru, bo może podwyższyć ceny. Te placówki nie.

Miasto nie może też się zacząć zadłużać po to, by opłacać energię elektryczną. Zadłużenie ma sens w przypadku inwestycji, ale nie opłat bieżących.
– Gdyby nie fakt, że od lat ze środków naszego miasta zabiera się nam dochody bieżące, to mielibyśmy z czego te rachunki pokrywać – zauważył. – Ale w tym momencie my tych pieniędzy po prostu nie mamy.

Zastępca prezydenta zwrócił uwagę, że to nie jest tylko problem Poznania czy w ogóle dużych miast. To problem, który odczują wszystkie samorządy w całym kraju, a maja bardzo niewielkie pole manewru, by to zmienić. Dlatego rząd powinien jak najszybciej podjąć działania w tej kwestii.

– W ramach tej ustawy, o której mówił minister Sasin, na szybko, powinna być ujęta zmiana, która ograniczy tą podwyżkę energii czy gazu dotykającą takie podmioty jak szkoły czy szpitale, które powinny być traktowane jako podmioty społeczne, niekomercyjne – mówił Mariusz Wiśniewski. – Jeśli tak się nie stanie, to naprawdę jest katastrofa. Dziś mówimy o jednej szkole, ale mamy 240 placówek oświatowych, do tego są jeszcze żłobki, szpitale, DPS-y. To są niekiedy wzrosty o ponad 100 tys. zł w skali roku! 100 tys. zł to jest potężna kwota pieniędzy. Może w jednostkowym przypadku to nie szokuje, ale pomnóżmy to razy kilkaset podmiotów miejskich. Dlatego mieliśmy w ubiegłym roku 57 mln wydatków na energię, a teraz będzie to prawie 97 mln. Gaz – około 8 mln, a będzie aż 22 mln, i to są wydatki bieżące. To są naprawdę potężne kwoty, których trzeba będzie szukać w redukcji świadczeń i usług dla mieszkańców, co wywoła duże kontrowersje, albo podnosić ceny opłat za wstępy i usługi – albo zadłużyć miasto. Ale to byłoby najgorszym rozwiązaniem.

Podziel się: