Lech - Śląsk fot. Wojtek Lesiewicz (24)

Lech ponownie wygrywa! Trzeci raz z rzędu

“Kolejorz” wygrał na własnym stadionie z ŁKS-em Łódź 2:0 po bramkach Joao Amarala oraz Kamila Jóźwiaka. Było to trzecie z rzędu zwycięstwo Lecha w PKO Ekstraklasie.

Lech Poznań zamierzał kontynuować zwycięską ściężkę i formę zwyżkową, bo poznaniacy w ostatnich sześciu meczach nie przegrali, a łącznie stracili w nich tylko jednego gola. Co prawda, dwa z nich to spotkania rozgrywane w ramach Pucharu Polski, ale zwycięstwo to zwycięstwo i nie ma co tego negować. Bramkę lechitom strzeliła Pogoń w Szczecinie ponad miesiąc temu. Bardzo chwalony za występ ze Stalą Stalowa Wola był Mickey van der Hart, który dosłownie wybronił “Kolejorzowi” awans do ćwierćfinału krajowego pucharu, notując świetne interwencje, których nie powstydziliby się najlepsi bramkarze w ligach europejskich. Tego samego dnia krytykowano także murawę i sztab wraz z piłkarzami na nią zrzucili sprawę kiepskiego stylu gry drużyny ze stolicy Wielkopolski.

– Zespół Kazimierza Moskala jest mocny w ofensywie. Mają Daniego Ramireza, który jednym niekonwencjonalnym zagraniem może rozmontować każdą obronę. Oglądaliśmy ich kilka meczy i analizowaliśmy grę. Podczas ich wyjazdowego spotkania z Lechią Gdańsk mieli mocny początek, mogli nawet wyżej prowadzić, ale później im wszystko się posypało. Mają swoje słabości w defensywie i będziemy chcieli je wykorzystać – mówił na przedmeczowej konferencji prasowej trener Lecha, Dariusz Żuraw.

Słusznie uwagę na hiszpańskiego pomocnika zwrócił opiekun gospodarzy, bo jest to piłkarz posiadający nieprzeciętne umiejętności gry 1v1 i potrafi także bardzo dobrze utrzymywać się przy piłce wykorzystując przy tym swoją technikę. O Ramirezie mówi się także w kontekście zimowego okna transferowego, jakoby mógł dołączyć do Lecha Poznań, zastępując już prawdopodobnie odchodzącego latem Darko Jevticia.

Żuraw w meczu z ŁKS-em nie kombinował i wystawił bardzo zbliżoną wyjściową jedenastkę do tej, jaką oglądaliśmy w Pucharze Polski. Zabrakło głównie Djordje Crnomarkovicia, który w ostatnich tygodniach prezentuje się co najmniej źle. Od pierwszych minut obie drużyny nie prezentowały wysokiego poziomu, być może nie pozwalała na to równie kiepska murawa. Z minuty na minutę jednak optyczna przewaga Lecha Poznań rosła. Najpierw golkiper ŁKS-u, Arkadiusz Malarz, obronił uderzenie Joao Amarala, by chwilę później świetną interwencją ratował się przy strzale Darko Jevticia. Bardzo aktywny i chętny do gry był Joao Amaral, który widocznie chciał pokazać, że zasługuje na stałe miejsce w pierwszym składzie. Podobnie świetne zagrania notował inny z Portugalczyków, Pedro Tiba. Napór “Kolejorza” pod koniec pierwszej połowy wzrastał, jednak lechici nie potrafili skierować piłki do siatki.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, to lechici znacznie przeważali i atakowali bramkę strzeżoną przez Malarza. Doskonałe okazje marnował Christian Gytkjaer, który otrzymywał równie genialne piłki od Pedro Tiby. Nie da się ukryć, że Portugalczyk jest jednym z najlepszych piłkarzy grających obecnie w PKO Ekstraklasie i takiego piłkarza mieć w swoich szeregach to skarb. W piećdziesiątej ósmej minucie swój bardzo dobry występ podsumował Joao Amaral, który po minięciu jednego z rywali zdobył cudownego gola strzałem prosto w okienko. Bramkarz gości nie miał przy tym uderzeniu nic do powiedzenia. “Kolejorz” kontynuował swoje ataki, ŁKS nie potrafił znaleźć sposobu na dobre skontrowanie poznańskiej ekipy. W doliczonym czasie meczu wynik ustalił wracający po kontuzji Kamil Jóźwiak i Lech mógł cieszyć się z trzeciego zwycięstwa z rzędu w PKO Ekstraklasie.

Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar