Sylwester w Polsce bez fajerwerków? Jeszcze dekadę temu wydawało się to nie do pomyślenia. Błyski i huk o północy były tak samo oczywiste jak szampan czy życzenia. Jednak w ostatnich latach tradycja powoli się zmienia – coraz głośniej mówi się o szkodliwości pirotechniki, a część miast rezygnuje z pokazów. Zanim jednak zastanowimy się nad przyszłością, spójrzmy na liczby: ile naprawdę kosztuje zapalenie nieba?
Polska jest jednym z największych rynków pirotechnicznych w Europie Środkowej. Według szacunków branżowych Polacy wydają rocznie około 500–600 milionów złotych na fajerwerki. Ponad 70 proc. tej kwoty przypada na grudzień, szczególnie na sylwestrową noc.
Duża część produktów pochodzi z Chin, ale Polska jest też krajem tranzytowym – fajerwerki trafiają stąd na Litwę, Łotwę czy do Czech. Co ciekawe, Litwini często kupują pirotechnikę w polskich miastach przygranicznych (Suwałki, Białystok), ale z drugiej strony korzystają również z własnych sklepów internetowych, takich jak Saliutas, które oferują zestawy pokazowe.
Średnie wydatki Polaka na fajerwerki wynoszą 100–150 zł rocznie. To zazwyczaj kilka rakiet lub jedna większa bateria. Ci, którzy chcą „mini-pokaz” na podwórku, wydają 300–400 zł.
Według badania CBOS z 2022 roku aż 62 proc. Polaków przyznaje, że przynajmniej raz w ostatnich pięciu latach kupiło fajerwerki na Sylwestra. Najwięcej – młodsze osoby i rodziny z dziećmi.
Pokazy miejskie i budżety samorządów
Jeszcze dekadę temu Warszawa czy Kraków przeznaczały po 500–700 tys. zł na sylwestrowe pokazy fajerwerków. Obecnie wiele miast z nich rezygnuje. Warszawa od 2018 roku stawia na koncerty i pokazy świetlne, Wrocław i Poznań coraz częściej wybierają drony.
Pokaz dronów kosztuje podobnie jak duży pokaz fajerwerków – od 200 do 400 tys. zł – ale jest lepiej oceniany społecznie: nie straszy zwierząt i nie zanieczyszcza powietrza.
Cena jednej minuty fajerwerków
-
Mały pokaz rodzinny za 200 zł trwa 3–4 minuty → koszt minuty: ok. 60 zł.
-
Średni pokaz gminny za 30 tys. zł trwa 10 minut → koszt minuty: 3 tys. zł.
-
Ogromne pokazy jak w Sydney czy Londynie kosztują miliony euro – tam minuta może wynosić nawet 400 tys. euro.
Na tym tle Polska wypada „umiarkowanie”, ale i tak można zauważyć, że to jedna z najdroższych form krótkotrwałej rozrywki.
Organizacje ekologiczne przypominają, że po noc sylwestrowej normy pyłów PM10 w polskich miastach są przekroczone nawet kilkukrotnie. Straż miejska i policja co roku otrzymują setki zgłoszeń o wystraszonych zwierzętach i zakłócaniu ciszy nocnej.
Z drugiej strony wielu Polaków uważa, że fajerwerki są integralną częścią świętowania. „To tylko jedna noc w roku” – argumentują zwolennicy.
Według sondażu IBRiS z 2021 roku 49 proc. Polaków popiera ograniczenie fajerwerków w miastach, ale aż 63 proc. nie wyobraża sobie całkowitego zakazu prywatnej sprzedaży.
Inflacja nie ominęła także fajerwerków. W latach 2020–2023 ceny wzrosły średnio o 20–30 proc. Sklepy tłumaczą to droższym transportem z Chin oraz zaostrzeniem norm bezpieczeństwa. Z drugiej strony rośnie zainteresowanie alternatywami – dronami czy pokazami laserowymi.
Ciekawostką są tzw. „ciche fajerwerki” – wizualnie efektowne, ale znacznie mniej hałaśliwe. W Polsce dostępne są głównie w sprzedaży internetowej i kosztują nawet dwa razy więcej niż zwykłe zestawy.
Mimo regulacji nadal istnieje problem nielegalnego handlu. Według danych Krajowej Administracji Skarbowej co roku przechwytywane są transporty niecertyfikowanej pirotechniki. Często są to produkty tańsze, ale niebezpieczne.
Trudno sobie wyobrazić, by fajerwerki zniknęły z polskich domów całkowicie. Będą towarzyszyć weselom, jubileuszom i prywatnym imprezom. Jednak w przestrzeni publicznej rola fajerwerków wyraźnie maleje. Miasta wybierają inne atrakcje, a młodsze pokolenie coraz chętniej ogląda drony niż klasyczne „bum-bum”.
Polacy co roku wydają setki milionów złotych na fajerwerki. To rozrywka droga, krótkotrwała, ale dla wielu wciąż magiczna. Jedna minuta na niebie może kosztować kilkadziesiąt złotych w prywatnym ogrodzie lub kilka tysięcy złotych w centrum miasta.
Czy warto? Odpowiedź zależy od tego, jaką wartość przypisujemy tradycji i emocjom.W Polsce wciąż dominują zakupy stacjonarne w marketach i hurtowniach pirotechnicznych. Niezależnie od miejsca zakupu – pytanie o przyszłość fajerwerków pozostaje otwarte.
Artykuł sponsorowany