Reklama

Dramatyczny Lech zostaje w ósemce

Lech Poznań przegrał na własnym stadionie z Jagiellonią Białystok 0:2 po dwóch bramkach Jesusa Imaza.

Starcie Lecha Poznań z Jagiellonia Białystok określane było mianem starcia kolejki, bo zarówno gospodarze, jak i goście – nie byli pewni przed pierwszym gwizdkiem sędziego Bartosza Frankowskiego miejsca w pierwszej ósemce Lotto Ekstraklasy, czyli możliwości gry o europejskie puchary. Brak miejsca w najlepszej ósemce dla każdego z tych klubów byłaby to katastrofa, bo zgodnie z przedsezonowymi oczekiwaniami, obie drużyny typowane były do zajęcia miejsc w pierwszej trójce. Nikt o zdrowych zmysłach nie sądzić, że “Kolejorz” jak i “Duma Podlasia” będzie do ostatniej kolejki walczyć o to, by w ogóle w czołowej ósemce się znaleźć.

Sytuacja w obu klubach jest zgoła odmienna, bo Lech przebudowy jeszcze nie rozpoczął, natomiast Jagiellonia zrobiła to już w zimowym oknie transferowym, gdzie między innymi pożegnała Cilliana Sheridana, Romana Bezjaka, Karola Świderskiego czy Przemysława Frankowskiego. Dwa ostatnie wymienione nazwiska to główne ogniwa “Jagi” w ostatnich miesiącach, więc po ich odejściu powstała wyrwa. Co prawda, zastąpiono ich Jesusem Imazem czy Martinem Kostalem, ale byli piłkarze Wisły Kraków nie spisują się w rundzie wiosennej tak, jak prezentowali się w barwach “Białej Gwiazdy”. Nie da się ukryć, że prezesi z Białegostoku rozebrali nieco Wisłę, bo prócz wspomnianych zawodników, ściągnęli także obrońcę, Zorana Arsenicia. Na papierze: transfery bardzo dobre, natomiast w praktyce już takie świetne się nie okazały. Lechowi utrzymanie w ósemce dawało zwycięstwo – bez względu na inne wyniki, a także remis: w przypadku porażki lub remisu Wisły Kraków lub przegranej Pogoni Szczecin. Teoretycznie przegrana “Kolejorza” też mogła nie przynieść żadnych konsekwencji, jednak wtedy Zagłębie musiałoby wygrać z krakowską Wisłą. Liczenia bardzo dużo, ale najprościej wystarczyłoby wygrać i nie patrzeć się na innych. Jak było?

Lech i Jagiellonia zaczęły bardzo niemrawo, wiele piłek było niedokładnych, bardziej przypominało to grę w ping-ponga, aniżeli w piłkę nożną, bo jedni i drudzy przebijali piłki na strony rywali. Szansy po niedokładnym wybiciu piłki przez Putnockiego wprost pod nogi Novikovasa nie wykorzystała Jagiellonia, która niepotrzebnie zwolniła grę i z szybkiej akcji ostatecznie nic nie wynikło. Chwilę później Litwin z powodu urazu ręki musiał zejść z boiska i jego występ zakończył się już w 10. minucie gry. Zawodnicy Dariusza Żurawia rozegrali bardzo ładną akcję w 22. minucie, gdzie ładnie pograł Gumny z Klupsiem, ten ostatni wrzucił piłkę w pole karne, ale w dobrej sytuacji z woleja skiksował Jóźwiak. Szansę do objęcia prowadzenia miała Jagiellonia po błędzie bramkarza gospodarzy, który wypiąstkował piłkę wprost pod nogi Imaza, ten strzelał, piłka parę razy odbiła się od defensorów “Kolejorza”, którzy ostatecznie ją wybili poza pole gry. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, ręką we własnym polu karnym zagrał Rogne i jedenastkę na bramkę zamienił Jesus Imaz.

W drugiej połowie wydawało się, że Lech miał optyczną przewagę, wreszcie stwarzał sytuacje do zdobycia bramki – raz strzelał Jóźwiak, ale piłkę odbił Jóźwiak, potem Gytkjaer, ale znowu lepszy od lechitów okazał się Kelemen. Jagiellonia natomiast nastawiała się na kontrataki i ewentualne stałe fragmenty gry. Po jednym z rzutów różnych zdołała podwyższyć prowadzenie, kiedy to uśpienie zawodników Dariusza Żurawia w defensywie wykorzystał ponownie Jesus Imaz i pokonał Matusa Putnockiego. Wynik już do końca nie uległ zmianie i to goście mogli cieszyć się z trzech punktów. Lech natomiast dzięki przegranej Wisły Kraków z Zagłębiem Lubin pozostał w najwyższej ósemce.

 

 

data-matched-content-rows-num="8,4" data-matched-content-columns-num="1,4" data-matched-content-ui-type="image_stacked,image_stacked"

Dodaj komentarz

avatar