Andrzej Sośnierz fot. FB

Andrzej Sośnierz o koronawirusie: zróbmy wreszcie coś!

Były szef NSZ, poseł i członek Zjednoczonej Prawicy, a także lekarz z zawodu nie zostawia na polskim systemie organizacji walki z koronawirusem suchej nitki.

W wywiadzie dla “Do Rzeczy” poseł Sośnierz powiedział o działaniach rządu, że “państwo okazało całą swoją słabość”. Dowodem na to mają być miedzy innymi dane publikowane przez rząd, a dotyczące zakażeń i śmiertelności z powodu koronawirusa. Wiemy, że śmiertelność z powodu covid 19 wynosi 1-1,5 procent, jak wyliczyli epidemiolodzy. Co oznacza, że jeśli mamy 100 osób zmarłych, to 10 tys. jest zakażonych, mówiąc w uproszczony sposób. Skoro więc w Polsce mamy ponad 300 zmarłych – powinniśmy mieć ponad 30 tysięcy zakażonych, tymczasem według danych ministerstwa jest ich 9453. Skąd ta różnica? Z braku odpowiedniego systemu zbierania próbek, no i zbyt małej liczby przeprowadzanych testów, co sprawia, że o większości zakażonych, zwłaszcza tych bezobjawowych, po prsotu nie wiemy.

Tymczasem jak tłumaczy poseł Sośnierz, w krajach, gdzie śmiertelność jest niska, dzieje się tak dlatego, że intensywnie wykrywa się nosicieli wirusa, także tych bezobjawowych. U nas wykrywa się ich bardzo słabo właśnie z powodu braku odpowiedniego systemu pobierania próbek. To, co się dzieje teraz, trudno tak nazwać: osoba podejrzewająca się o zakażenie dzwoni do sanepidu, a tam jej mówią, żeby przyjechała do nich zrobić test. Czyli że ma jechać przez całe miasto i zakażać po drodze. Albo że się nie kwalifikuje do testu. Czyli że może zakażać, bo nie wiadomo, czy jest chora czy nie. Nie ma też koniecznych testów dla służby zdrowia – a powinny być, zdaniem Andrzeja Sośnierza.

Poseł zwraca też uwagę na niespójności w wypowiedziach rządzących: gdy na przykład minister Szumowski mówi, że możemy wykonywać 20 tys. testów w ciągu doby, tymczasem kadeci ze szkoły pożarnictwa muszą czekać aż pięć dni na wynik. gdyby faktycznie wykonywano tyle testów, chyba nie musieliby czekać aż tak długo? Ministerstwo mówi też, że mamy 90 laboratoriów w Polsce, które wykonują testy. Ale jeśli robimy ich 20 tysięcy, to te laboratoria robią po 200 testów dziennie. To bardzo mało – to wstyd, mówi poseł.

Poseł przypomina też, że wie, o czym mówi. Jako lekarz wojewódzki pracował przy pożarze stulecia w Kuźni Raciborskiej, a także przy powodzi stulecia i wie, że zorganizowanie odpowiedniego systemu to podstawa. Gdyby go wdrożono, to wtedy z obostrzeń moglibyśmy wyjść w ciągu 40 dni. Wystarczyłoby odpowiednio zorganizować pobieranie próbek i robić wystarczająco dużo testów. I apeluje do rządu: “Zróbmy wreszcie coś! Przecież to jest niezwykle dołująca zapowiedź, że nie wyjedziemy na wakacje i przez rok lub dwa będziemy nosić maseczki”. I podaje przykład Korei i Tajwanu, które dzięki odpowiedniemu systemowi opanowały pandemię. Tymczasem w Polsce zamiast atakować i wyciągać wnioski z tego, co się dzieje, my się tylko bronimy.

Andrzej Sośnierz uważa też, że otwarcie lasów i parków było dobrym posunięciem, natomiast zorganizowanie wyborów – zdecydowanie nie. Bo skoro przed dwa miesiące nie udało się opanować sprawnego zbierania próbek, to nie należy liczyć na to, że w ciągu kilku tygodni uda się zorganizować, a później przeprowadzić wybory dla 30 mln ludzi.

Do Rzeczy, el

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze