Szlaki turystyczne

Wielka Pętla Wielkopolski: pętla, której nie da się zamknąć

Wyobraź sobie dwutygodniowy wypływ ze Ślesina. Dysponujesz łodzią, mapą oraz szlakiem, który po sześciuset osiemdziesięciu ośmiu kilometrach zaprowadzi cię dokładnie w miejsce startu. Właśnie na tym opiera się koncepcja Wielkiej Pętli Wielkopolski: płyniesz w pętli, więc nie musisz zawracać. Pętla ma jednak w tym sezonie dziurę.

Najdłuższy znakowany szlak wodny w Polsce

W skład pętli wchodzą Warta, Noteć, Gopło, jeziora ślesińskie i mikorzyńskie oraz kanały Ślesiński i Górnonotecki. Część trasy przebiega przez Kanał Bydgoski, który wykopano w latach 1773-1774 i jest on najstarszym działającym kanałem na ziemiach polskich. Czternaście stopni wodnych skanalizowało odcinek Noteci między Krzyżem a Nakłem, dzięki czemu łodzie pokonują tam niemal dwadzieścia siedem metrów różnicy poziomów.

Sezon nie zależy tu od temperatury, lecz od możliwości postawienia jazów, które zimą składa się, aby przepuścić wysoką wodę i lód. Z tego powodu nawigacja trwa zazwyczaj od połowy kwietnia do połowy grudnia. 20 kwietnia Wody Polskie otworzyły w tym roku wielkopolskie odcinki dla żeglugi.

Ten szlak od dawna nie służy transportowi, lecz stał się atrakcją turystyczną z marinami, przystaniami, wynajmowanymi houseboatami i rodzinnymi weekendami. Cały ten system opiera się na dwóch kwestiach, o których turyści nie zastanawiają się – na sprawności śluz oraz na obecności w nich wody.

Śluza, przez którą nie przepłyniesz

Śluza numer jeden w Pakości to pierwszy taki obiekt na drodze wodnej Warta – Kanał Bydgoski w jej górnonoteckim odcinku. Jest ona jednokomorowa, otwiera się ją ręcznie i pracuje już od ponad stu czterdziestu lat. Od 25 maja obiekt ten jest wyłączony z użytkowania, więc przeprawa przez ten stopień nie jest możliwa. Trwają prace remontowe o wartości 5,6 miliona złotych, a Wody Polskie podadzą informację o ponownym otwarciu w komunikacie żeglugowym.

Pogoda nie ma w tym przypadku winy. To cena za dziedzictwo, ponieważ zabytkowe, drewniano-stalowe śluzy na Noteci obsługiwane korbą są przepiękne, ale zużywają się tak samo jak każda inna konstrukcja z XIX wieku. Ktoś musi w końcu za nie zapłacić. W tym roku koszt ten ponosi sezon turystyczny.

Dwie godziny dziennie na cały kanał

Susza jest przyczyną drugiej przerwy w pętli. Od 8 lipca, aż do odwołania, na czterech śluzach Kanału Bydgoskiego (Okole, Czyżkówko, Prądy i Osowa Góra) przepuszczają jednostki tylko dwa razy na dobę: o dziesiątej oraz o wpół do drugiej. W komunikacie podano krótki i konkretny powód: niski poziom wód na stanowisku szczytowym kanału.

Aby zrozumieć powagę sytuacji, należy wiedzieć, jak działa śluza. Nie jest to zwykła brama, którą się otwiera, lecz komora, którą przy każdym przejściu trzeba najpierw napełnić, a następnie opróżnić. W ten sposób za każdym razem porcja wody ze szczytu spływa w dół. Najwyższym punktem całej drogi wodnej Wisła-Odra jest odcinek szczytowy Kanału Bydgoskiego, położony pięćdziesiąt osiem metrów nad poziomem morza. Gdy na górze brakuje wody, pozostaje jedynie limitowanie liczby śluzowań.

Dla żeglarzy oznacza to utratę swobody. Nie płyną oni wtedy, kiedy chcą, lecz zgodnie z harmonogramem. Rejs przestaje być swobodną podróżą i zaczyna przypominać przesiadkę według rozkładu.

Sto dwanaście centymetrów

Taki poziom wskazał 13 lipca wodowskaz przy moście św. Rocha w Poznaniu. Według informacji Radia Poznań poziom Warty w mieście nie był tak niski od czterdziestu lat. W lipcu roku poprzedniego było go więcej zaledwie o jeden centymetr.

Rekord należy jednak do zimy 1985 roku. Wówczas wodowskaz wskazał dziewięćdziesiąt cztery centymetry, co jest najniższym wynikiem od początku prowadzenia pomiarów w 1945 roku. Dla porównania w 2010 roku poziom Warty w Poznaniu przekroczył sześć i pół metra. To ta sama rzeka i ten sam wodowskaz, ale różnica wynosi pięć metrów.

Ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną obowiązują do odwołania – w zlewniach Noteci wiszą one od drugiej połowy kwietnia, a w środkowej Warcie od połowy maja. Na początku lipca Wody Polskie informowały o suszy w sześćdziesięciu czterech zlewniach w całym kraju. Sytuacja poprawia się na kilka dni, gdy pada deszcz. Potem jednak wraca do punktu wyjścia, ponieważ pojedyncze burze nie są w stanie odbudować zasobów kurczących się od miesięcy.

Tor przeszkód zamiast pętli

Do tych problemów dochodzą utrudnienia niewidoczne na żadnej mapie. W Santoku, w miejscu wpłynięcia Noteci do Warty, budowany jest nowy most, przez co prześwit nad wodą ograniczono do dwóch metrów dwudziestu – ograniczenie to trwa do 31 grudnia. W Nakle szlak zwężono do osiemnastu metrów z powodu remontu nabrzeża. Od lipca na dolnej Noteci wykasza się roślinność, gdyż rzeka szybciej zarasta przy niskim stanie wody. Z kolei w Poznaniu budowa nowej przeprawy spowodowała zawężenie szlaku żeglownego pod mostem Chrobrego.

Każde z tych ograniczeń traktowane osobno jest drobiazgiem. Wspólnie tworzą jednak sezon, w którym pętla przestaje być pętlą, a staje się serią odcinków, z których każdy należy sprawdzić dzień przed wypłynięciem.

Woda decyduje

W Wielkopolsce przywykliśmy traktować suszę jako problem rolników: popękana ziemia, wyschnięte pola i dopłaty. Jednak susza objawia się również w inny sposób: rodzina na houseboatcie czeka pod śluzą do godziny dziesiątej, ponieważ na szczycie kanału zabrakło wody na trzecie napełnienie komory.

Szlak ten zbudowano w oparciu o obietnicę możliwości płynięcia bez końca. Obietnica ta pozostaje aktualna tylko wtedy, gdy w Noteci i Warcie jest woda. Kiedy za rok znów nadejdzie kwiecień i postawią jazy, ktoś ponownie wypłynie ze Ślesina z mapą, na której trasa ładnie się domyka. Pozostaje pytanie, czy rzeka będzie miała na to ochotę.