Asia ma dziewiętnaście lat, studiuje na pierwszym roku Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i ma w telefonie kilkanaście otwartych kart. W każdej z nich szuka pokoju do wynajęcia. Od tygodnia jeździ pociągiem do Poznania na spotkania z właścicielami mieszkań, co zajmuje jej półtorej godziny w jedną stronę.
Asia nie istnieje. To postać stworzona na potrzeby tego tekstu, lecz oparta na sygnałach, które przesyłają nam studenci. Ich historie są do siebie uderzająco podobne. Wszystkie przeszkody, na które napotyka bohaterka, są jednak prawdziwe: każda kwota, termin i decyzja pochodzą z raportów rynkowych, dokumentów oraz cenników uczelni. Tegoroczni pierwszoroczniacy naprawdę przez to przechodzą.
Sierpniowa loteria
W sierpniu, w naborze dla pierwszego roku, Asia złożyła wniosek o miejsce w akademiku. Uczelniany system rozpatrzył wnioski. W jej przypadku odpowiedź była odmowna. Trudno się temu dziwić.
UAM dysponuje w poznańskich akademikach 1539 miejscami. Studiuje na tej uczelni ponad 29 tysięcy osób, jeśli nie liczyć doktorantów. Nawet gdyby każde łóżko było darmowe, zdecydowana większość studentów i tak musiałaby szukać dachu nad głową na własną rękę.
W prezentacji z 2023 roku uczelnia sama wskazywała, że z domów studenckich w Wielkopolsce korzysta niespełna 5 proc. studentów. To jeden z najniższych wyników w kraju. Miejsce w akademiku nie jest tu standardem, lecz rodzajem wygranej.
Rachunek pierwszego miesiąca
Pozostaje rynek wolny. Przeciętny pokój w Poznaniu kosztuje wraz z opłatami około 1,1-1,2 tys. zł miesięcznie. Aby w ogóle podpisać umowę, trzeba mieć na start ponad 2,2 tys. zł, ponieważ do pierwszego czynszu dolicza się kaucję i ubezpieczenie.
Te same wyliczenia szacują miesięczne utrzymanie studenta w Poznaniu na prawie 3 tys. zł. Prawie połowę tej sumy pochłania opłata za mieszkanie.
Rodzice Asi zarabiają nieco za dużo, by mogła otrzymać stypendium socjalne. Próg wynosi 2099,70 zł netto na osobę w rodzinie, co w przypadku czteroosobowego domu daje około 8,4 tys. zł miesięcznie. Rodzina znajdująca się tuż nad tą granicą musiałaby przeznaczać na studia córki ponad jedną trzecią wszystkich zarobków.
Koszty zakwaterowania
Nawet gdyby Asia dostała miejsce w akademiku, rachunek wcale nie musiałby być znacznie niższy. Najtańsze łóżko w UAM to koszt 680 zł w dwuosobowym pokoju w Babilonie. Najdroższa jest jedynka z łazienką i aneksem w Hance za 1390 zł – to więcej niż kosztuje przeciętny pokój u prywatnego właściciela.
Raport Rankomat.pl i Rentier.io, w którym porównywano najdroższe miejsca w akademikach uniwersyteckich, postawił Poznań na drugim miejscu w kraju. To jednak nie jest sufit. Na Politechnice Poznańskiej najdroższa jedynka z aneksem i łazienką kosztuje od października 1700 zł. Jest to kwota wyższa niż za wrocławski pokój, który w raporcie okazał się najdroższy w Polsce.
Akademik miał być siatką asekuracyjną. Obecnie bywa po prostu jedną z ofert rynkowych, z cennikiem jak każda inna.
Kiedyś było taniej
Jeszcze kilka lat temu akademik był oczywistym wyborem dla studenta liczącego każdy grosz. W roku akademickim 2018/2019 najtańsze miejsce w Babilonie kosztowało 320 zł. Dziś kosztuje ono 680 zł, czyli ponad dwa razy więcej.
Podobnie jest na górnej półce cenowej. Z danych opublikowanych przez uczelnię wynika, że najdroższe miejsce w Hance kosztowało wtedy 800 zł. Obecnie najdroższa oferta w tym samym akademiku to 1390 zł.
W tym czasie wzrosło również wsparcie. W roku akademickim 2019/2020 próg dochodu uprawniający do stypendium socjalnego wynosił 1020 zł na osobę w rodzinie, a dziś jest on dwa razy wyższy. Problem w tym, że stypendium trafia do najuboższych, a akademik drożeje dla wszystkich.
Studentów mniej, łóżek wciąż za mało
Przez osiem lat akademik przestał być tanią opcją. Pozostał jedynie opcją tańszą.
Obecnie na UAM studiuje mniej osób niż kilka lat temu. W roku 2018/2019 było ich ponad 34,5 tysiąca, a dziś jest to nieco ponad 29 tysięcy. Można by przypuszczać, że przez to o miejsce w akademiku łatwiej, ale tak nie jest.
Akademik to jednak coś więcej niż tylko łóżko. To pierwszy adres w obcym mieście, wspólna kuchnia, sąsiedzi z tego samego roku i korytarz, na którym zawsze ktoś jeszcze nie śpi. Dla osoby z małej miejscowości to często najprostszy sposób na rozpoczęcie studiów bez samotności w pokoju wynajętym od obcych ludzi i bez zaciągania długu u rodziców. Kto nie dostaje miejsca, traci nie tylko pieniądze.
Infrastruktura i remonty
Starsze domy studenckie wymagają remontów, a po ich przeprowadzeniu rzadko wracają na najtańszą półkę cennika.
W Poznaniu najlepiej widać to na przykładzie Jowity. Ten modernistyczny gmach przy rondzie Kaponiera, który był adresem pokoleń studentów, zamknięto w 2023 roku. Znajdowało się tam 345 miejsc. Nowy Meteor na Morasku zapewnił 400 miejsc, więc bilans uczelni wyszedł na lekki plus, ale łóżka z centrum miasta przeniosły się na jego północny skraj.
Demografia nie rozładowała tłoku, choć miała to zrobić.
Rachunki, których nie widać w cenniku
Skąd wzięły się podwyżki? Z danych opublikowanych przez UAM w 2023 roku wynika, że domy studenckie przez trzy kolejne lata przynosiły uczelni straty zamiast zysków.
Potem pojawiły się rachunki za energię. Opłaty za prąd, gaz, opał i wodę miały w 2023 roku kosztować całą uczelnię o ponad 50 proc. więcej niż rok wcześniej, podczas gdy ministerialna subwencja rosła zaledwie o 1-2 proc.
Właśnie wtedy nastąpił największy skok cen: najtańsze miejsce w Babilonie podrożało w ciągu roku z 485 do 580 zł. Stawki uczelnia ustala w porozumieniu z samorządem studentów, ale rachunków za ogrzewanie nie da się wynegocjować przy jednym stole.
Pieniądze na nowe łóżka nie przychodzą
Nowe miejsca kosztują fortunę. Powstawanie Meteora trwało prawie trzy lata i pochłonęło niemal 70 mln zł. Przebudowę Jowity wyceniono już na co najmniej 110 mln zł.
Wniosek UAM o pieniądze na ten remont, złożony w ministerstwie w czerwcu tego roku, został odrzucony. Uczelnia może jeszcze starać się o dofinansowanie z Funduszu Dopłat w Banku Gospodarstwa Krajowego, ale dopiero po uzyskaniu pozwolenia na budowę. Ewentualne środki mogłyby popłynąć najwcześniej po 30 września 2028 roku. Obecnie uczelnia nie ma zapewnionych pieniędzy nawet na wkład własny.
Pula tego funduszu przeznaczona w tym roku na akademiki w całym kraju to 400 mln zł. Sama Jowita potrzebowałaby z niej ponad jednej piątej. Uczelnia szuka też pieniędzy na bliźniaka Meteora na Morasku, ale na razie jest to zapowiedź, a nie plac budowy.
Sytuacja na rynku prywatnym
Jeśli pieniądze na Jowitę popłyną jesienią 2028 roku, Asia będzie zaczynać trzeci rok studiów. Akademik, jeśli wróci, będzie przeznaczony dla kogoś innego.
Na wolnym rynku jest więcej ofert niż rok temu. Według Rankomat.pl i Rentier.io liczba nowych ogłoszeń najmu w dużych miastach wzrosła w sierpniu o 26 proc., mimo to przeciętne czynsze są o 3 proc. wyższe niż przed rokiem. Większy wybór nie oznaczał tańszego pokoju.
Przybywa prywatnych akademików, ale jest to oferta dla osób, których stać na standard zbliżony do hotelowego. Miejsce w nich kosztuje zwykle wyraźnie więcej niż w akademiku uczelnianym. Dla Asi oznacza to tylko tyle, że ogłoszeń do przejrzenia jest więcej, a kwota na końcu pozostaje ta sama.
Rozwiązania i wsparcie
Rynek odpowiada na potrzeby tych, których na niego stać. Pozostali liczą dalej.
Tego nie da się naprawić w rok. Kilka rzeczy nie wymaga jednak czekania na ministerialne miliony. Uczelnie mogłyby chronić najtańszą półkę: jeśli budują droższe i wygodniejsze pokoje, nie powinno to wpływać na cenę łóżka dla osób, które mają najmniej. Mogłyby też prowadzić wspólną listę wolnych miejsc we wszystkich poznańskich akademikach – forum do takiej współpracy, czyli Kolegium Rektorów Miasta Poznania, już istnieje. Należałoby też mówić o terminach, a nie o „planach”.
Miasto w materiałach promocyjnych chwali się stoma tysiącami studentów i posiada pełnomocnika prezydenta do spraw młodzieży i współpracy akademickiej. Prowadzi też Społeczną Agencję Najmu, która pozyskuje mieszkania od prywatnych właścicieli i wynajmuje je na lepszych warunkach osobom z tzw. luki dochodowej. W czerwcu obejmowała ona 61 mieszkań, ale nie stworzono jej z myślą o studentach.
Przyszłość i wnioski
Studencka odnoga takiego programu, miejski fundusz poręczający kaucje dla pierwszoroczniaków albo wspólny z uczelniami plan dla działek i pustych budynków, które mogłyby stać się akademikami. Żaden z tych pomysłów nie wymaga rewolucji. Wymaga uznania, że dach nad głową studenta to sprawa miasta, a nie tylko jego rodziców.
Asia na razie wybrała dojazdy. To jedyny rachunek, który domyka się w jej rodzinie dzięki ustawowej uldze na pociąg. Wstaje przed piątą, uczy się w wagonie, a wieczorem ponownie otwiera ogłoszenia.
Asia jest postacią wymyśloną. Pierwszoroczniacy, którzy tej jesieni robią te same rachunki, są jak najbardziej prawdziwi.