Śmierć Adama. Pojawił się naoczny świadek!

zdjęcie ilustracyjne fot. Sławek Wąchała

Po ponad dwóch latach od tragicznej śmierci 21-letniego Adama, zastrzelonego przez policjanta na ulicy Wyszyńskiego, udało się znaleźć naocznego świadka tej tragedii. To mieszkanka pobliskiego wieżowca.

Przypomnijmy: w listopadzie 2019 roku patrol policji natknął się przy placu zabaw na ulicy Wyszyńskiego na grupę podejrzanie zachowujących się nastolatków. Wśród nich był Adam. Policjanci chcieli ich wylegitymować, ale wtedy Adam rzucił się do ucieczki. Policjant pobiegł za nim i w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach strzelił do niego. Strzał okazał się śmiertelny.

Zamieszki w Koninie

Pogrzeb Adama doprowadził do zamieszek i ataku na komendę policji w Koninie. Policjanci byli oskarżani o to, że kryją zabójcę, chcą go uchronić od kary, a cała sprawa zostanie zamieciona pod dywan.

Śledztwo rzeczywiście trwało wyjątkowo długo, na każdym etapie pojawiały się albo wątpliwości, ale sprzeczne opinie biegłych. Monitoring nie nagrał momentu strzału, nie było świadków, nie sposób było ustalić, czy policjant musiał strzelić, czy też nie – a wzywani biegli  nie potrafili dać przekonujących odpowiedzi.

Prokuratura Regionalna w Łodzi, która prowadziła tę sprawę, dopiero pod koniec ubiegłego roku zakończyła dochodzenie. Policjant, który strzelił, Sławomir L., usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa polegającego na nieumyślnym spowodowaniu śmierci. Może dostać karę do 5 lat więzienia.

„Kibolski krzyk”

Tymczasem teraz, po ponad dwóch latach od śmierci Adama, okazało się, że jest naoczny świadek całego wydarzenia. To mieszkanka wieżowca przy ul. Wyszyńskiego. Była akurat w kuchni, gdy usłyszała na zewnątrz krzyki. Jak mówi „kibolski krzyk”, bo były to wyzwiska pod adresem policji, między innymi „je…ć psy”.

Kobieta podeszła do okna, by zobaczyć, co się tam dzieje, i zobaczyła biegnącego chłopaka, którego gonił policjant. Funkcjonariusz w pewnej chwili krzyknął „stój, bo strzelam!”, potem wyprzedził ściganego, a ten potknął się i poleciał wprost na policjanta. Złapał się go, zaczęli się szarpać i wtedy padł strzał. Policjant zaczął wołać “otwórz oczy, patrz na mnie, nie zamykaj oczu”, położył chłopaka na ziemi i zaczął reanimację. Krzyknął też do kolegi: Marcin, dzwoń na pogotowie”. Kobieta widziała też rosnącą krwawą plamę na białej koszulce Adama, a także, jak lekarka z pogotowia powiedziała, że nie żyje. Policjant stał wtedy obok, trzymał się za głowę i płakał.

Dlaczego nie zgłosiła się wcześniej?

Dlaczego wcześniej nie powiedziała tego policji? Kobieta twierdzi, że się bała, nie tyle policji, co „tej młodzieżówki”, poza tym miała nadzieję, że policja sama dojdzie do tego, jak to było. Próbowała zadzwonić na 997 i opowiedzieć, co widziała, ale odezwała się centrala 112 i dyspozytor, z którym rozmawiała, poradził jej, żeby zadzwoniła na policję. Odpowiedziała mu, że przecież właśnie próbuje się skontaktować z policją…

Po tym doświadczeniu kobieta miała dość i już nigdzie nie chciała zeznawać, chociaż, jak przyznała w rozmowie z portale LM.pl, męczyło ją duszenie tego w sobie przez dwa lata i zrobiło jej się lżej, gdy o tym w końcu opowiedziała.

A policja i służby wojewody jako przedstawiciela rządu muszą teraz znaleźć odpowiedź na pytanie, gdzie przepadła informacja od dyspozytora numeru 112 o istnieniu naocznego świadka tego zdarzenia.

Źródło: LM.pl

Podziel się: