testy na koronawirusa fot. UAM

Rząd kupuje droższe testy za granicą, mimo że polskie są tańsze

Dlaczego rząd sprowadza testy z Chin i Korei, przez pośredników i kilkakrotnie przepłacając – skoro może je dostać w Polsce? W dodatku tańsze i lepszej jakości.

Odpowiedź na to pytanie postanowił znaleźć Onet.pl. I co się okazało? Że rząd wydaje miliony złotych na zagraniczne testy, a polskie firmy, oferujące testy lepszej jakości i tańsze, wysyłają ofertę za ofertą do ministerstwa zdrowia – i nie dostają nawet odpowiedzi.

2 kwietnia do Warszawy przyleciało 150 tysięcy testów genetycznych kupionych w Korei Południowej. To była pierwsza partia z 300 tysięcy, za które Agencja Rozwoju przemysłu zapłaciła około 6 mln euro, czyli 27 mln zł. 14 kwietnia do Warszawy przyleciała druga partia, ale nią już rząd się nie chwalił. Dlaczego? Okazało się, że nie zastosowano odpowiednich środków bezpieczeństwa – testy powinny podróżować w temperaturze -20 stopni Celsjusza. Ale ponieważ o to nie zadbano – cała partia po przylocie nadawała się wyłącznie do wyrzucenia. Do dziś nie wiadomo, kto za to odpowiada, bo ministerstwo zdrowia nie chce udzielić Onetowi odpowiedzi w tej sprawie. Rzekomo wina nie leży po polskiej stronie, ministerstwo reklamowało dostawę i nowa partia miała dotrzeć lada dzień. Nie dotarła do dziś. Nie wiadomo też, ile wyniósł koszt transportu tych dwóch partii testów.

Na szczęście Zygmunt Solorz kupił i przekazał rządowi 200 tys. testów za 16 mln zł. Te testy pochodziły z Turcji, a Solorz kupił je za pośrednictwem firmy Argenta z Poznania. jak zapewnia jego rzecznik prasowy, Zygmunt Solorz rozpatrywał różne oferty i sam podjął decyzję, że wybiera właśnie ofertę firmy Argenta, choć na rynku były dostępne tańsze a równie dobre oferty. Dlaczego akurat tę firmę? Argenta została założona przez Tomasza Zdziebłowskiego, który obecnie nie zasiada już we władzach spółki – są tam jego żona i szwagierka. On sam jest kawalerem maltańskim, podobnie jak minister Szumowski, aktywnie działa też w Akademickim Klubie Obywatelskim im. Lecha Kaczyńskiego, znanego z bliskich kontaktów z Prawem i Sprawiedliwością oraz ze wspierania wszystkich działań rządu. Sam Tomasz Zdziebłowski zapewnia, że do podpisania umowy doszło ze względu na wieloletnie doświadczenie Argenty w takich transakcjach i doskonałej opinii firmy. Obecnie Argenta jest największym beneficjentem na dostawę testów na koronawirusa. Ministerstwo zdrowia kupiło 365 tys. sztuk za prawie 47 mln zł, a Zygmunt Solorz – 200 tys. sztuk za 16 mln. Od firmy Blirt, której współwłaścicielem jest Jerzy Milewski, gdański radny PiS, rząd kupił z kolei 68 tys. testów za 3,8 mln zł, co opisała “Gazeta Wyborcza”.

A co z polskimi firmami? Kilka tygodni temu ogłaszaliśmy sukces poznańskiego instytutu Chemii Bioorganicznej PAN, który opracował własny test, oparty na polskich składnikach, bardziej precyzyjny i tańszy od tych sprowadzanych zza granicy. Test immunologiczny opracował z kolei zespół z Centrum Zaawansowanych Technologii UAM.

Ministerstwo zdrowia twierdzi, że nie kupowało polskich testów, bo ich nie było na rynku – Onet przekonuje, że to nieprawda. Nie tylko były i są, ale też są w lepszej cenie niż zagraniczne, szybsze, bardziej czułe, nie mówiąc o tym, że są na miejscu. Dla porównania: polski test firmy Biomaxima kosztuje nieco ponad 60 zł za sztukę. Turecki – 80 zł, a koreański 90 zł, w dodatku trzeba he przechowywać w odpowiedniej temperaturze, co podnosi koszty. Polski może być przechowywany w temperaturze pokojowej.

Ale ministerstwo nie jest zainteresowane. Test firmy Biomaxima, po uzyskaniu pozytywnej opinii prestiżowego Instytutu Ludwika Pasteura we Francji, jest sprzedawany na rynek francuski.

Warszawska Medicofarma produkuje test oparty na technologii opracowanej przez Instytut Chemii Bioorganicznej PAN z Poznania. Ale to tylko 150 tys. testów produkowanych w ramach grantu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – przyznanie tego grantu było ostatnią decyzja wicepremiera Gowina zanim odszedł ze stanowiska. Te testy są jeszcze tańsze – kosztują 53 zł, chociaż trzeba je przechowywać w temperaturze -20 stopni. Nie wiadomo jednak, czy po partii testowej, którą ministerstwo dostanie za darmo, bo w ramach grantu – złoży zamówienie na produkcję kolejnych partii.

Według ustaleń Onet.pl polskie państwo marnuje miliony złotych za droższe zagraniczne testy zamiast wspierać polskich producentów i naukowców. Nie wiadomo, czy dzieje się tak z powodu niekompetencji i niechlujstwa czy zakulisowych układów. Jednak wyraźnie widać, że ustawa antycovidowa, dzięki której można robić takie zakupy bez przetargów, umożliwiła realizację wiele niejasnych i nieczystych interesów – i stwarza ogromne możliwości korupcji.

Onet.pl, el

Dodaj komentarz

avatar