Poznań: Sprawa Jarosława Ziętary. Jarosław D. twierdzi, że “Baryła” to mitoman

Były prokurator i były skazany za napad na bank Jarosław D. zeznawał w sądzie w sprawie zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Twierdzi, że “Baryła” zmyśla i że dowiedział się tego, siedząc z nim w więzieniu.

Jarosław D., kolejny świadek w procesie o zabójstwo J. Ziętary, to ciekawa postać. Był prokuratorem, ale po 10 latach pracy odszedł z zawodu i znalazł pracę w Elektromisie, gdzie ściągnął go inny były prokurator, Paweł Dębski. Pracował tam do 2004 roku, kiedy toi zwolniono go za defraudację. Sam Jarosław D. twierdzi, że żadnych firmowych pieniędzy nie zdefraudował, ale nie dano mu przedstawić swojej wersji wydarzeń.

O Jarosławie D. zrobiło się głośno w 2014 roku, kiedy to napadł na bank. Akcję nazwano sarkastycznie “napadem stulecia”, ponieważ były prokurator próbował obrabować placówkę… bezgotówkową. Został złapany podczas ucieczki z napadu i trafił do więzienia przy Młyńskiej na 3,5 roku. Jak pisze “Głos Wielkopolski” – to wtedy poznał “Baryłę”, bo pracował w więziennej bibliotece i wypożyczał książki innym więźniom. Przypomnijmy, że „Baryła”, jak twierdzi, był obecny przy naradzie w Elektromisie w 1992 roku, kiedy Aleksander Gawronik podżegał do zabójstwa Jarosława Ziętary.

Ale zdaniem Jarosława D. “Baryle” nie można wierzyć. W więzieniu krążyły o nim opowieści, że jest mitomanem i wiele rzeczy o tym, co twierdził, że wie – to zmyślał. Na temat sprawy Jarosława Ziętary stwierdził, że zna ją wyłącznie z mediów, a o nielegalnej działalności Elektromisu nic nie wie, tak samo jak o udziale szefa Eletromisu, Mariusza Ś., w zabójstwie Ziętary.

Jak informuje “Głos Wielkopolski”, kolejnym świadkiem zeznającym w czwartek przed sądem, był Wiesław P. Zgodnie z aktem oskarżenia to jeden z czterech biznesmenów – poza Mariuszem Ś., Aleksandrem Gawronikiem i Zdzisławem W, wówczas właścicielem firmy Rival – którego działalnością interesował się Ziętara.

Wiesław P. potwierdził, że miał wspólne interesy z Mariuszem Ś., ale w 1988 roku przestał z nim współpracować, gdy dowiedział się, że wspólnik załatwia wiele spraw za jego plecami. Powiedział też, że nie prowadził nielegalnej działalności, nie zajmował się przemytem i dziennikarze nie interesowali się tym, czym się zajmuje. Jednak “Głos Wielkopolski” kilka lat temu opisał sprawę nacisków wywieranych przez Wiesława P. na urzędników i to, że jego działalnością interesowała się policja oraz CBŚ. Do tego stopnia, że założono mu podsłuchy.

Sąd w czwartek przesłuchał też Waldemara P. byłego pracownika straży przemysłowej w Elektromisie. Waldemar P. zeznał, że Aleksander Gawronik kilkakrotnie przyjeżdżał do Elektromisu porozmawiać z Mariuszem Ś., czego był świadkiem. Słyszał też przed laty, że kiedyś w firmie złapano jakiegoś mężczyznę z aparatem fotograficznym i że ten mężczyzna być może został pobity. Nie wie, kim mógł być ten mężczyzna, ale niewykluczone, że chodzi o Jarka Ziętarę.

Kolejna rozprawa w procesie byłych ochroniarzy odbędzie się pod koniec października.

Jarosław Ziętara, dziennikarz “Gazety Poznańskiej”, zaginął bez śladu 1 września 1992 roku w Poznaniu. Zajmował się dziennikarstwem śledczym ze szczególnym uwzględnieniem afer gospodarczych, jakich w tamtych czasach nie brakowało. Śledztwo prowadzone po zaginięciu dziennikarza nie doprowadziło do żadnych wyników. Zgodnie z najbardziej prawdopodobną hipotezą dziennikarz został uprowadzony i zamordowany w związku z jedną z badanych przez niego afer dotyczącą jednej ze spółek powiązanych ze sprawą Elektromisu. Jednak ponieważ nie znaleziono nawet ciała, śledztwo umorzono w 1999 roku. Dzięki wspólnym wysiłkom dziennikarzy z całej Polski w 2012 roku znów je wznowiono. W 2014 roku zatrzymano Aleksandra Gawronika, byłego senatora, pod zarzutem podżegania do zabójstwa.

Głos Wielkopolski, el

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze