Poznań: poszukiwania Michała Rosiaka na Cytadeli nie przyniosły efektów

Kolejne poszukiwania zaginionego Michała Rosiaka, tym razem w bunkrach na Cytadeli, nie przyniosły rezultatu. Jak zapewnił nas organizator “ciągle wierzy w znalezienie żywego Michała”.

Już od ponad dwóch tygodni cały Poznań żyje tajemniczym zniknięciem w centrum miasta Michała Rosiaka. 19-letni student politechniki wracając z klubu na Starym Rynku, wylądował w okolicach dworca na Garbarach, gdzie ślad po nim zaginął.

Wobec małej ilości informacji od policji, która ze względu na dobro śledztwa nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów dotyczących sprawy, w internecie zaczęło się pojawiać coraz więcej teorii tworzonych przez samych internautów o tym co mogło spotkać Michała.

Najpopularniejszą wersją (i prawdopodobnie najbardziej realną) jest to, że pijany Michał mógł wpaść do Warty. Przystanek autobusowy, na którym ostatnio zaginiony był widziany znajduje się w pobliżu rzeki. Co istotne w tym miejscu nie ma oświetlenia, a zbocze jest bardzo strome. Nawet w dzień stosunkowo łatwo tam o wypadek. Policja bardzo poważnie bierze tę hipotezę pod uwagę. Przeciwko niej przemawia fakt, że psy tropiące nie podjęły tropu Michała z przystanku nad rzekę.

To daje nadzieję znajomym i rodzinie, że Michał ciągle może żyć. Tydzień temu odbyły się pierwsze duże poszukiwania w okolicach Cytadeli. Wtedy nic nie udało się znaleźć, ale ze względu na decyzję ówczesnego organizatora, nie zostały sprawdzone bunkry i studzienki.

Dzisiejsze poszukiwania miały dokładnie sprawdzić wszystkie miejsca, które zostały pominięte podczas pierwszej wyprawy. Zorganizowali je mieszkańcy Turku, którzy z samego rana przyjechali do Poznania, gdzie dołączyli do nich mieszkańcy stolicy Wielkopolski. Razem miało pójść łatwiej. Ze względu na ilość ochotników rozszerzono początkowy obszar poszukiwań z samych podziemi Cytadeli do terenów przylegających do niej oraz brzegów Warty.

I już na starcie pojawił się problem. Pomysł wejścia do podziemi Cytadeli nie spodobał się jednemu z ekologów, który zwrócił uwagę, że może to obudzić zimujące tam nietoperze, co w efekcie może przyczynić się do ich śmierci. Organizator całego wydarzenia w odpowiedzi stwierdził, że życie człowieka jest ważniejsze od życia zwierząt. Emocje wzięły górę… Doszło do małej awantury.

Ekolog podkreślał, że nie ma nic przeciwko poszukiwaniom zaginionego Michała, i sam w ciągu kilku ostatnich dni sprawdził wszystkie bunkry. Martwił się jednak, że jednoczesne wejście do nich dużej ilości ratowników może mieć fatalne skutki dla zwierząt.

Wydaje się jednak, że ekologowi zabrakło odwagi, żeby powiedzieć to, o czym większość uczestników poszukiwań szeptało już tydzień temu. W tym momencie jeśli faktycznie znalazł się on na Cytadeli, to grupa szukałaby już tylko ciała. Jeden z ratowników medycznych nieoficjalnie przyznał, że przy takich warunkach atmosferycznych Michał mógłby wytrzymać maksymalnie trzy dni…

Z oczywistych względów rodzina i znajomi łatwo się jednak nie poddają i próbują się łapać każdej nadziei. – Wierzymy, że szukamy żywego człowieka. Dlatego tutaj przyjechaliśmy – powiedział Jacek Dryjański, organizator poszukiwań. – Jakbyśmy nie wierzyli, to nie byłoby sensu tutaj przyjeżdżać. Szukamy Michała żywego, a nie martwego – podkreślił.

0 0 votes
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze