Demonstracja "Zły dotyk boli całe życie"

Poznań: Czy były ksiądz-pedofil Roman B. się nawrócił?

Jest o tym przekonany zakon Chrystusowców, którego członkiem był Roman B. Tak przynajmniej napisał w piśmie do Watykanu prosząc o drugą szansę dla księdza skazanego za brutalne wykorzystywane 13-letniej dziewczynki.

Głośna sprawa Romana B. odbiła się szerokim echem w całym kraju. Zatrzymano go w 2008 roku w województwie zachodniopomorskim za wielokrotne wykorzystywanie trzynastoletniej dziewczynki. Dziecko pochodziło z rodziny alkoholików i ksiądz, zyskawszy zaufanie jej rodziców, powiedział im, że się nią zaopiekuje i wywiózł ją z rodzinnej miejscowości.

Przetrzymywał ją w województwie zachodniopomorskim, gdzie miał mieszkanie po matce, tam też jej załatwił szkołę. I tam wykorzystywał ją seksualnie, gwałcąc także na plebanii i w domach zakonnych. Zdaniem dziewczynki inni księża i nauczyciele w jej szkole albo wiedzieli – albo się domyślali, co się dzieje. Ale nikt jej nie pomógł i wszyscy zaprzeczają, by im cokolwiek było wiadomo o wykorzystywaniu dziewczynki przez Romana B.

Sąd skazał księdza na 8 lat więzienia. Podczas procesu sędzia stwierdził, że – jak podaje “Głos Wielkopolski” – Roman B. uczynił z dziewczynki swoją seksualną niewolnicę. Ostatecznie ksiądz odsiedział 4 lata, a za okoliczność łagodzącą sąd uznał fakt, że biegli psychiatrzy stwierdzili u niego ograniczoną zdolność kierowania postępowaniem. Miał osobowość nieprawidłową i zaburzenia pedofilijne, był też mało krytyczny wobec swoich zachowań, nie szanował wartości wyższych i podporządkowywał je własnym potrzebom.

W czasie jego pobytu w więzieniu regularnie odwiedzali go przełożeni z zakonu, by okazać mu wsparcie. Jego ofiarą się nie zainteresowali. W czasie procesu jeden z prawników reprezentujących zakon powiedział, że “ofiara przywykła”.

Roman B. wyszedł na wolność w 2012 roku – nadal jako ksiądz i zakonnik. Wysłano go do domu zakonnego w Puszczykowie. Rok później – jak dowiedział się “Głos Wielkopolski” – ówczesne władze zakonu wysłały pismo do Kongregacji Nauki Wiary w Watykanie, w którym przekonywali o nawróceniu księdza pedofila i o tym, że wspólnota zakonna daje mu wsparcie i umożliwia zmianę życia. Posługuje starszym braciom i odprawia msze, uznał swoją winę i chce za nią odpokutować. Chce też pozostać w zakonie.

Czy to możliwe, by zakon Chrystusowców chciał, aby pedofil pozostał duchownym i księdzem? Argumentem na tak jest fakt, że Roman B. nie został wykluczony z zakonu od razu. Drugim to, że do wykluczenia z zakonu ostatecznie doszło, ale dopiero w 2017 roku, gdy sąd akurat rozpatrywał pozew jego ofiary o rekordowe odszkodowanie – ale nie od księdza, tylko od jego pracodawcy, czyli zakonu Chrystusowców. I gdy sprawę nagłośniły media.

Ostatecznie Roman B. został wydalony z kapłaństwa, jednak ma zachować zasady celibatu. Natomiast Chrystusowcy złożyli kasację od wyroku o rekordowe odszkodowanie – milion złotych – dla ofiary. Zgodnie z prawem zakon ma prawo do złożenia kasacji, więc prawnicy zakonu z tego prawa skorzystali. W mediach społecznościowych można znaleźć petycję wzywająca zakon do wycofania kasacji i zakończenia żenującej przepychanki. Jednak zakon nie zamierza się wycofać.

Głos Wielkopolski, el

Dodaj komentarz

avatar