Lech wygrał, choć sędzia chciał przeszkodzić

Podziel się!

Lech Poznań wygrał na wyjeździe z Rakowem Częstochowa 3:2 po dwóch bramkach Christiana Gytkjaera oraz jednej Karlo Muhara. Do ostatnich minut niestety kibice “Kolejorza” musieli drżeć o wynik, ponieważ karygodnie i dramatycznie sędziował w tym spotkaniu “arbiter” Mariusz Złotek. Podyktował jeden bardzo wątpliwy rzut karny dla gospodarzy, a także nie podjął prawidłowej decyzji przy ewidentnej ręce piłkarza Rakowa w polu karnym. Jest to bardzo ważne zwycięstwo i ciężko wywalczone trzy punkty zważywszy na okoliczności ich zdobycia.

Lechici od pierwszych minut na stadionie w Bełchatowie, gdzie swoje mecze rozgrywa Raków Częstochowa, prezentowali dokładnie to samo, co w spotkaniach poprzednich. Podejście wysokim pressingiem, odbiór piłki i szybkie jej przeniesienie pod pole karne rywala i szukanie gry kombinacyjnej. Podopieczni Marka Papszuna dobrze jednak spisywali się w defensywie i po pierwszych kilkunastu minutach bramek nie oglądaliśmy. Raków miał swoje sytuacje, jednak pewnie wyglądał duet Satka-Crnomarkovic, a także Muhar, którzy skutecznie rozbijali ataki rywali. Dobra postawa w obronie daje szansę, by wyprowadzić skuteczną akcję. Bardzo aktywny był w tym meczu Tymoteusz Puchacz, który wprowadzał wiele wiatru na prawej stronie w szeregach Rakowa, próbując także gry na jeden kontakt ze swoimi pomocnikami. W 30. minucie rzut rożny wykonywał Darko Jevtic i zagrał piłkę idealnie na nogę Karlo Muhara, ta praktycznie od pomocnika Lecha się odbiła i wkulała się do bramki strzeżonej przez Michała Gliwę. Jeśli fachowcy mówili, że była to bramka przypadkowa, to jednak całkowicie zasłużona, bo w tym momencie “Kolejorz” miał dziesięć strzałów na bramkę, natomiast rywale tylko jeden. Chwilę później prowadzenie dla lechitów podwyższył Duńczyk, Christian Gytkjaer, który wreszcie odblokował się w meczu wyjazdowym.

Po pierwszej połowie wydawało się, że tak grającemu Lechowi nic nie może zagrozić. Druga część gry od samego początku była pod dyktando zawodników Rakowa, którzy w trzy minuty stworzyli sobie więcej akcji, niż przez początkowe czterdzieści pięć. Co prawda, poznańska obrona była w dobrej dyspozycji, to jednak do akcji postanowił wkroczyć rozjemca meczu, Mariusz Złotek, dyktując skandaliczny rzut karny w sytuacji, kiedy Lubomira Satkę faulował jeden z zawodników Rakowa. Arbiter widział inaczej i podjął całkowicie odwrotną decyzję – dodajmy, że przy obecności systemu VAR. Raków strzelił gola kontaktowego i zaczął grać lepiej. Po jednym ze stałych fragmentów gry w polu karnym ręką piłkę przypadkowo odbił Robert Gumny i ponownie Złotek podarował rywalom Lecha jedenastkę, którą gospodarze zamienili na bramkę i ponownie mieliśmy remis. “Kolejorz” nie zamierzał z meczu wyjazdowego przywozić tylko jednego punktu, więc atakował dalej – i tak swoje szanse najpierw marnował Jóźwiak czy Puchacz. Swoją okazję miał także Darko Jevtic, który idealnie przymierzył na bramkę Gliwy, interweniował jednak obrońca i piłkę skierował na rzut rożny. Nie byłoby w tej interwencji nic dziwnego, gdyby nie to, że odbił ją ręką. Był VAR, sędzia nie skorzystał, rzutu karnego dla Lecha nie podyktował.

Całe szczęście, że na sześć minut do zakończenia meczu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego idealnie do piłki wyskoczył Christian Gytkjaer i wyprowadził Lecha Poznań na prowadzenie w tym meczu, którego zawodnicy Dariusza Żurawia nie oddali już do samego końca. Punty wywalczone po ciężkim meczu, bo nie można odmówić drużynie Rakowa ambicji czy umiejętności gry w piłkę, ale “Kolejorzowi” znacznie przeszkadzał sędzia Złotek, który po tak skandalicznie słabym występie powinien szykować się na emeryturę.


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar