Helsinki – pełne magii, czy pełne wyobraźni

Podziel się!

Na początek małe wyjaśnienie. Jestem zafascynowany północą. Dlatego, też mój odbiór mógł być inny niż osób, które już tam były. Mam wielką słabość do niektórych państw. Nic nie zrazi mnie do Islandii, do Norwegii. Także nic nie zrazi mnie do Finlandii.

O Finlandii mógłbym Wam opowiadać godzinami. Żeby jednak znacząco skrócić moje ,,zafascynowanie” tym krajem, skupię się na samej stolicy. Podróż w północne rejony kraju, pozostawię Wam do własnego odbioru. Jeśli się kiedyś wybierzecie, koniecznie postarajcie się nie zwiedzać tylko miast, ale także i wsie. Bo to wszystko trzeba przeżyć samemu. Tymczasem wracamy do stolicy kraju.

Helsinki – niezwykle kameralna stolica Finlandii, która nie bije po oczach zabytkami, czy kamieniczkami (tak jak jesteśmy przyzwyczajeni), ponieważ te znajdziemy w Turku (historycznej stolicy). Nie znaczy to jednak, że w Helsinkach nie ma nic do zobaczenia. To miasto nietypowe, ale potrafiące na swój pewien sposób oczarować przybyłego turystę i rozkochać go w sobie.

Reklama

Do Helsinek można przybyć na wiele sposobów. Samolotem, autem i drogą morską – promem. Ja wybrałem ostatni sposób i nie żałuję. Ze stolicy Estonii, z Tallina wpakowałem się na prom, który do Helsinek dociera w około 90-120 minut. Polecam, ponieważ zbliżając się do brzegów stolicy Finlandii możemy już na starcie podziwiać różnorakie widoki. Helsinki są bowiem ulokowane nie tylko na kontynencie, ale także na wielu większych i mniejszych wyspach. Możecie zobaczyć całe osiedle mieszkalne na jednej z nich, a na drugiej jeden, skromny jednorodzinny domek lub też tylko latarnie. Są też wysepki przeznaczone na romantyczne kolacje przy zachodzącym słońcu i przyjemnym dla uszu szumu fal morskich. Podziwiając mieszającą się dziką naturę z planowaną urbanizacją wysp i wysepek zaznamy już na ,,dzień dobry” odrobinę magii tego miejsca. To dobre określenie, ponieważ Helsinki są pełne magii. Sa tu takie widoki i takie rzeczy, których nie znajdziemy nigdzie indziej. Część jest efektem działania samej matki natury. Część zaś to wprowadzone w życie przez człowieka, elementy jego własnej wyobraźni.

Jeśli tak jak ja przybędziecie do stolicy Finlandii promem, przywita was przepiękny terminal (szło na szkle) który na dzień dobry powie wam jakim miastem są Helsinki. To niezwykle młode, nowoczesne miasto, które w swej architekturze za wszelką cenę będzie chciało się wam ukazać, jako miejsce z innej planety. Znajdziecie tu wiele ciekawych myśli nowoczesnej architektury (osiedla mieszkaniowe, domy, centra handlowe), które umacniają starszą część tego miasta. To właśnie w tym mieście mamy istną mieszankę stylów neogotyckiego, secesjii i modernizmu, które rywalizują z ekspresjonizmem, dekonstruktywizmem i architekturą organiczną. Ciekawostka pierwsza. Obok portu, terminalu promowego z pewnością rzuci się wam w oczy pewna ,,rzeźba”. Nawet sami finowie nie potrafią jednoznacznie określić co autor miał na myśli. Ale mimo to mieszkańcy Helsinek są z owej rzeźby zadowoleni. Zdjęcie poniżej.

Co po za tym ciekawego jest w mieście i co warto lub należy zobaczyć? Oczywiście Plac Senacki, nad którym góruje luterańska Katedra. Nie sposób pominąć tego miejsca – wysokie białe kolumny zakończone zielonymi kopułami widać już z daleka. Można by rzec, że pierwsze nasze kroki kierują się w tę właśnie stronę. Obok katedry znajdziemy pomnik cara Aleksandra II, który przypomina o ścisłych związkach nie tylko Helsinek, ale też całej Finlandii z Rosją. Przez wiele lat kraj znajdował pod rosyjskim panowaniem, to właśnie rosyjska władza zdecydowała o przeniesieniu stolicy z Turku do Helsinek. Finowie nie wstydzą się tego, że należeli zarówno do Szwecji, jak i do Rosji. Pomników upamiętniających panowanie rosyjskie jest jednak dużo więcej niż tych wspominających czasy szweckie. Jedyne miasto, gdzie proporcje są odwrotne to właśnie Turku. Wracając do Helsinek i Placu Senackiego. To w zasadzie jedyne miejsce, które można w jakiś sposób porównać do naszych polskich, miejskich ,,ryneczków”. Znajdziemy tu coś w rodzaju ładnych, kolorowych kamieniczek, i małego deptaku, którym dotrzemy do turystycznych straganów bogatych w różnorodne pamiątki, pamiątkową odzież, bibeloty (chyba największy wybór w stolicy, a same ceny porównywalne do tych oddalonych od ,,centrum”) lub stoiska z borówkami (kilkadziesiąt stanowisk z samymi, dużymi i pysznie wyglądajacymi owocami). To plac targowy, Kauppatori. Polecam udać się w to miejsce. Stoiska są także różnorodne i każdy sprzedawca ma do zaoferowania inne pamiątki. Ja spędziłem tam 30 minut i zaopatrzyłem się w naprawde wiele niecodziennych rzeczy, które przywiozłem do domu. Na szybko wiem, że przywiozłem reniferowe grube skarpety, pasek do spodni ze skóry renifera, szaliki sportowe, konfiturę z morioszki, buteleczki z likierem z morioszki i jeszcze wiele innych mniej lub bardziej praktycznych rzeczy. Na koniec obowiązkowo paczka przepysznych i soczystych borówek. Ciekawostka – do Finlandii można udać się do pracy na zbieranie borówek tak samo, jak jeździe się do Niemiec na szparagi, czy do Holandii na truskawki.

Zaraz obok placu targowego znajduje się parking, którego słupkami oddzielającymi samochody są żółwie. Pamiątkowe zdjęcie z żółwiem obowiązkowe!

Jeśli udacie się na mały spacer nadbrzeżem traficie także do niskiego i długiego budynku. To plac targowy, Kauppatori w którym możecie kupić lokalne produkty: wyroby z mięsa renifera, sery, słodkości i różnorodne frykasy z lukrecji.

Kiedy zagłębimy się bardziej w stolice, dostrzegamy szybko, że część ,,zabytkowa” lub ,,turystyczna” już dawno za nami. Spotykamy się więc z nowoczesną architekturą, wieloma skwerami (na których relaks zażywają mieszkańcy miasta), czy ciekawym pomysłem na nazewnictwo ulic (zwierzątkami). Najbardziej odczuwalne jest to gdy z nadbrzeża przespaceruje się jedną z najbardziej reprezentatywnych ulic Helsinek – Esplanadi. Wystarczy że od targowisk pójdziecie, jakby w głąb, lub w górę od nadbrzeża i już się tam znajdziecie. Drogę wskaże Wam dość charakterystyczny budynek, znajdujący się przy alei, otoczony drzewami – to restauracja Kappeli, jedna z najstarszych (i najdroższych) restauracji w Helsinkach. Idąc dalej prosto trafiamy na Mannerheimintie, ulicę pełną restauracji, barów, kawiarni oraz sklepów i domów handlowych. To tam po raz pierwszy napotkamy oznakowanie ulic ,,zwierzątkami”. Wśród kawiarni znajdziemy też te tematyczne – muminkowe. Muminki to także jedna z rzeczy, które przynoszą chlubę całej Finlandii. Zarówno na targowisku, jak i w zwykłych sklepach z pamiątkami nie zabraknie Wam kubeczków, koszulek, breloczków i innych bibelotów związanych z bajką.

Z miejsc polecanych w przewodnikach nie widziałem słynnej fortecy Suomenlinna, wzniesionej przez Szwedów w 1748 roku, na kilku wysepkach znajdujących się obok siebie. Szczerze, żałuję, bo nasłuchałem się wielu relacji, że to miejsce warte wycieczki, spaceru i fotografowania. Na swoje szczęście przepływałem obok promem, więc wiem gdzie muszę się udać następnym razem. Nie miałem też okazji zajrzeć do Temppeliaukio, luterańskiego kościoła wykutego w skale, ale to z powodu renowacji. To miejsce także musi się znaleźć na liście mojej kolejnej wizyty.

Zamiast tego przyszło mi zobaczyć największy cmentarz w Helsinkach (ciekawostka, Finowie lubują się w małych rzeźbach i figurkach na nagrobkach), który umiejscowiony jest obok jednej z naprawdę licznych zatok jachtowych (patrząc na ilość łodzi i jachtów oraz na ilość zatoczek, można odnieść wrażenie, że na każdego mieszkańca przypada jedna łódź) oraz parku, który zasłynął dość nietypowym pomnikiem – ogromnymi stalowymi organami upamiętniającymi niezwykle tu popularnego kompozytora Jeana Sibeliusa.

Niestety dzień okazał się za krótki i trzeba było mi wracać do portu. Z Finlandii czekała mnie teraz podróż do Szwecji. Pożegnanie było jednak piękne. Helsinki żegnały mnie swoją magią, czyli widokami zapierającymi dech w piersiach. To miasto wydaje się nijakie. Ale ono naprawdę ma w sobie to coś, co ma sama Finlandia. Magię, która przyciąga. Żeby ją poczuć trzeba się udać tam przynajmniej raz. By potem tęsknić i dać się namówić na ponowną podróż.

Autor: Radosław Jurga


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar